Rozdział 7 2/2
"To było... dziwnie miłe?..."
Schowałam telefon do torebki i poszłam do Vick. Dziewczyna właśnie zakładała buty. Poprawiłam włosy po czym odchrząknęłam. Blondynka odwróciła się. Wpatrywała się w mnie jakby zobaczyła ducha. Ale nie dziwie się jej... Sama się nie poznaje.
- Wow... Maleńka nie wiem kim jesteś... Ale co zrobiłaś z moja Amandą? - spytała skanując mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niej i wzruszyłam ramionami w ramach odpowiedzi.
- Am, na serio wyglądasz... prześlicznie. Spojrzałam na Vick, a na moją twarz wkradł się rumieniec.
- Dziękuję - powiedziałam spuszczając wzrok na splecione dłonie. - Ty tez wyglądasz rewelacyjnie. - dodałam mierząc blondynkę wzrokiem.
- Ty się POMALOWAŁAŚ!! - wy piszczała zakrywając dłońmi usta w geście zaskoczenia. - O mój boze! Wyglądasz jeszcze cudowniej! Teraz możesz podrywać chłopaków... - urwała. - A no tak zapomniałam... Amanda wiesz, że Cię wspieram. Zawsze i w każdej decyzji... Ale ....Hmm... Uważam, ze popełniasz błąd... Powtarzam Ci to po raz setny... Kocham cię jak siostrę, wiedz, ze chce dla ciebie jak najlepiej ale ... - zatrzymała się, po czym wzięła głęboki oddech. Wiedziałam co zaraz powie...- Nie popieram tego związku w 100%.
I poszło... A czy ja go popieram... Skąd JA MAM TO WIEDZIEĆ!! Cholera za dużo... Vick chyba zobaczyła moja skwaszoną minę, po czym dodała. - Ale czegoś mi brakuje... Do twojego wyglądu.
Dziewczyna poszła do łazienki. Wróciła z małym pudełkiem. Chyba niedawno je dostała, bo bylo jeszcze zapakowane położyła je na łóżku po czym zaczęła je otwierać. Wyjęła z niego kilka papierów, jakaś kartkę i coś jeszcze. Podeszłam bliżej blondynki. Spojrzałam na kartkę. Był tam napisany list od Kylie Jenner... Aaa no tak to ten nowy Lip Kit.
- Chodź na chwilę. - powiedziała ciągnąć mnie za rękę. Ruszyłam stawiając niewielki opór. W ręku trzymała delikatnie brązową szminkę.
- Trzymaj - po wypowiedzeniu tych słów podała mi przedmiot. - Chyba wiesz jak się tego używa. - powiedziała sarkastycznie. - Jest nowa, wiec uznaj to za taki... test. Chce zobaczyć ile ta szminka wytrzyma, powinna tak do jutra, jeżeli nie będziesz się z nikim całować. - dodała żartobliwie podnosząc zabawnie brwi. - A z tego to wiem, to nie chyba Ci to nie grozi... - urwała, spuszczając wzrok na dłonie. NIE BŁAGAM nie zaczynajmy tego tematu znowu. Podeszłam do lustra w szafie i zrobiłam i to co mi kazała, następnie odwróciłam się do Vick.
- Teraz wyglądasz idealnie.. - wyszeptała. Odłożyłam szminkę na łóżko.
- Dobra musimy się już zbierać, za pół godziny jest koncert! - wykrztusiła podekscytowana Vick. Spojrzałam na jej telefon, bo był pod ręką. Była 18.27. Omijając wzrokiem przyjaciółkę, zgarnęłam naszą kartę do pokoju, torebkę i oczywiście speszoną blondynkę. Musiała zobaczyć, że specjalnie unikam jej wzroku. Po stwierdzeniu, że wszystko wzięłam, wyszłyśmy z pokoju i zamknęłyśmy drzwi. Ukradkiem spojrzałam na drzwi obok. Były zamknięte, a za nich nie dochodziły, żadne znaki życia. Ciekawe co teraz robi ciemny blondyn... STOP! Skąd mi się wzięła ta myśl... Co mnie to obchodzi?! Dużo. Właśnie nic... Dobrze wiemy, że bardzo dużo. Moja podświadomość nie dawała mi spokoju, więc postanowiłam ją zignorować. Potrząsnęłam lekko głową w nadziei, że ten głos uciekanie. Ruszyłyśmy w stronę windy. Po kilku minutach byłyśmy już na dole. Gdy wysiadłyśmy z windy, w końcu poczułam ulgę... Zbytnio nie lubiłam małych pomieszczeń. Podchodzi to pod klaustrofobię, ale da się znieść. Hol w, którym wcześniej stałam przytłoczona, wypełniała dużo ludzi w garniturach i drogich sukienkach. Po raz pierwszy nie poczułam się inaczej. Przechodząc przez idealnie czyste pomieszczenie, wszyscy momentalnie zaczęli się w nas wpatrywać. Jakby zobaczyli jakiegoś ufoludka. Normalnie odwróciłabym się i powiedziała co myślę, ale z względu na Vick, tego nie zrobię. Moje ciało okrył zimny powiew wiatru. Odetchnęłam głęboko i zmierzałyśmy w kierunku auta. Wszyscy mężczyźni stojący na ulicy, pożerali wzrokiem moją przyjaciółkę. Nie którzy chyba nawet spojrzeli na mnie. Nie podobało mi się to. Nie lubię być w centrum uwagi. Odruchowo objęłam swój brzuch rękami, a głowę schyliłam w dół, uwarzenie stawiając kroki w za bardzo wysokich szpilkach. Czułam się naga. W szkole jak wspominałam, nie miałam kolorowo. Nie byłam zbytnio lubiana. Po mimo, że moi rodzice zarabiali miliony tak jak Vick, ja nigdy się do tego nie przyzwyczaiłam. Pomimo drogich ciuchów w szafie ja zawsze stawiałam na zwyczajne stylizacje. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Vick, która gestem wskazała abym otworzyła samochód. Wyjęłam pilocik i odblokowałam moje białe Maserati GranCabrio. Szczerze dbam o te auto jak o moje dziecko! Błagałam rodziców 2 lata aby kupili mi ten samochód! I w końcu (po wielkim trudzie, i zdaniu prawka), na moje 16 urodziny pojawiła się moja dziecinka.. ! Mówiłam, że mam dzianych rodziców? Dlatego moja mama ciągle gdzieś wyjeżdża. Ojca prawie nigdy nie ma w domu. Mam bardzo dobry kontakt z moją rodzicielką, co po części nadrabia relacje z tatą... Wsiadłyśmy do auta i odpaliłam silnik, który głośno zaryczał... Uwielbiam ten dźwięk. Wyjechałam z parkingu i ruszyłyśmy na tą cholernie durną arenę....
- Teraz wyglądasz idealnie.. - wyszeptała. Odłożyłam szminkę na łóżko.
- Dobra musimy się już zbierać, za pół godziny jest koncert! - wykrztusiła podekscytowana Vick. Spojrzałam na jej telefon, bo był pod ręką. Była 18.27. Omijając wzrokiem przyjaciółkę, zgarnęłam naszą kartę do pokoju, torebkę i oczywiście speszoną blondynkę. Musiała zobaczyć, że specjalnie unikam jej wzroku. Po stwierdzeniu, że wszystko wzięłam, wyszłyśmy z pokoju i zamknęłyśmy drzwi. Ukradkiem spojrzałam na drzwi obok. Były zamknięte, a za nich nie dochodziły, żadne znaki życia. Ciekawe co teraz robi ciemny blondyn... STOP! Skąd mi się wzięła ta myśl... Co mnie to obchodzi?! Dużo. Właśnie nic... Dobrze wiemy, że bardzo dużo. Moja podświadomość nie dawała mi spokoju, więc postanowiłam ją zignorować. Potrząsnęłam lekko głową w nadziei, że ten głos uciekanie. Ruszyłyśmy w stronę windy. Po kilku minutach byłyśmy już na dole. Gdy wysiadłyśmy z windy, w końcu poczułam ulgę... Zbytnio nie lubiłam małych pomieszczeń. Podchodzi to pod klaustrofobię, ale da się znieść. Hol w, którym wcześniej stałam przytłoczona, wypełniała dużo ludzi w garniturach i drogich sukienkach. Po raz pierwszy nie poczułam się inaczej. Przechodząc przez idealnie czyste pomieszczenie, wszyscy momentalnie zaczęli się w nas wpatrywać. Jakby zobaczyli jakiegoś ufoludka. Normalnie odwróciłabym się i powiedziała co myślę, ale z względu na Vick, tego nie zrobię. Moje ciało okrył zimny powiew wiatru. Odetchnęłam głęboko i zmierzałyśmy w kierunku auta. Wszyscy mężczyźni stojący na ulicy, pożerali wzrokiem moją przyjaciółkę. Nie którzy chyba nawet spojrzeli na mnie. Nie podobało mi się to. Nie lubię być w centrum uwagi. Odruchowo objęłam swój brzuch rękami, a głowę schyliłam w dół, uwarzenie stawiając kroki w za bardzo wysokich szpilkach. Czułam się naga. W szkole jak wspominałam, nie miałam kolorowo. Nie byłam zbytnio lubiana. Po mimo, że moi rodzice zarabiali miliony tak jak Vick, ja nigdy się do tego nie przyzwyczaiłam. Pomimo drogich ciuchów w szafie ja zawsze stawiałam na zwyczajne stylizacje. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Vick, która gestem wskazała abym otworzyła samochód. Wyjęłam pilocik i odblokowałam moje białe Maserati GranCabrio. Szczerze dbam o te auto jak o moje dziecko! Błagałam rodziców 2 lata aby kupili mi ten samochód! I w końcu (po wielkim trudzie, i zdaniu prawka), na moje 16 urodziny pojawiła się moja dziecinka.. ! Mówiłam, że mam dzianych rodziców? Dlatego moja mama ciągle gdzieś wyjeżdża. Ojca prawie nigdy nie ma w domu. Mam bardzo dobry kontakt z moją rodzicielką, co po części nadrabia relacje z tatą... Wsiadłyśmy do auta i odpaliłam silnik, który głośno zaryczał... Uwielbiam ten dźwięk. Wyjechałam z parkingu i ruszyłyśmy na tą cholernie durną arenę....
*
- Bilety. - powiedział napakowany ochroniarz. Vick wyjęła z torebki dwa bilety podała je człowiekowi w garniturze. Ten dokładnie je sprawdził, po czym oderwał kawałeczek i oddał z powrotem blondynce.
- Niestety spotkanie na Backstage dopiero jutro. Od godziny 12.00.
Że co?! Jeszcze jutro tu zostaniemy?! Spotykamy się z nim?! Cholera... Ile ona na to musiała wydać?! A może nie jest za późno by komuś sprzedać te bilety?! O mój Boże.. Na co ja się godzę... Goryl odsunął się tak abyśmy mogły wejść na plac. Na środku stała wielka scena a pod nią stało już ok. 12 osób. Na tym koncercie i tak nie będzie dużo ludzi. Tylko 50 plus fani, którzy wygrali bilety. Ciekawe ile ich jest... zapewne nie wiele. Ruszyłam za Vicki nadal uważając, że marnuje tu czas. Na moim miejscu mogłaby być prawdziwa fanka... a nie taka... zwyczajna "ja". Rozejrzałam się jeszcze po okolicy i zauważyłam, że po prawej stronie w głębi placu, były ustawione Toi Toi'e. Obok wejścia był dość spory barek, gdzie obecnie znajdowało się paru ludzi. Wyjęłam z torebki telefon. Była już 18.48, co oznacza, że arena jest niedaleko naszego hotelu. Vick znajdowała się już pod sceną, więc postanowiłam dołączyć do mojej towarzyszki.
*
Koncert się zaczyna. Wszystkie światła zgasły. Rozległa się głośna muzyka. Na wielkich screen'ach pojawił się zegar odliczający sekundy. Wszystkie fanki zaczęły piszczeć a była ich niezła ilość okazało się, że 50 osób było na VIP a reszta (czyli ok. 250 osób) z tyłu, za barierkami VIP. O mój boże ale to jest pisk. Spojrzałam za siebie i nie mogłam uwierzyć, że laski płaczą. Nie które rzucały stanikami, majtkami, bluzkami i zdawało mi się, że niektóre rzuciły swój telefon... Odwróciłam głowę z powrotem w stronę do sceny. I w końcu wyszedł. Wszystkie dziewczyny jak na zawołanie zaczęły się pchać jeszcze bardziej do przodu. Miałam wrażenie, że ochroniarze zaraz nie wytrzymają, a kawałki metalu, które robiły za bramki runą na ziemię. Miejsce pod samą sceną nie było dla mnie odpowiednie. Chłopak miał na sobie bardzo luźne skórzane dresy, Czarną bokserkę sięgającą do kolan i czerwone supry. Na głowie miał czapkę z daszkiem, która była modnie odwrócona do tyłu. I się zaczęło. Szatyn przywitał się z fanami. Po kolei leciały piosenki, których praktycznie nie znałam. Słyszałam ich melodie jak jechałyśmy ale tekstu nie zapamiętałam na szczęście. Rozpoznałam tylko As long as you love me, Fall i Thought of you.
*
Minęło już 40 minut katorgi. Bieber zrobił sobie przerwę na picie. Nie dziwie się tyle czasu się wydzierał, że ja bym musiała wypić 2 litry wody aby gardło mnie nie bolało. Chłopak podszedł do głośnika znajdującego się najbliżej mnie. Podnosząc butelkę spojrzał na mnie. I chyba go olśniło, że to ja byłam wtedy w tym samochodzie, który "nie dawał" mu wyjechać. Uśmiechnął się łobuzersko i odstawił butelkę. Stałam jak wryta. Odwzajemniałam jego gest lekkim niekontrolowanym rumieńcem. Spojrzał na mnie i puścił do mnie oczko. Wstał i skierował się na Backstage, mówiąc, że zaraz wróci. Uff... nie będzie go przez kilka minut co znaczy, że moja twarz powinna się uspokoić... Minęły 2 minuty, a Bieber był na scenie. Zaczął śpiewać a ja czułam na sobie jego wzrok, albo po prostu miałam schizy... Po czułam rękę na ramieniu, Odwróciłam się, myśląc, że to Vick czegoś ode mnie chce. Ujrzałam kobietę. Popatrzyłam na nią zdezorientowana. Wyglądała na 30 lat, miała czarne włosy spięte w koka. Wyglądała na kogoś ważnego.
- Chodź ze mną na chwilę. - wykrzyczała mi do ucha. Stałam chwilę zdezorientowana, popatrzyłam się na moja przyjaciółkę, która miała wszystko w nosie oprócz Bieber'a. Przytaknęłam i ruszyłam za kobietą. Nie ważne gdzie idę, ważne aby jak najdalej od tego miejsca. Kobieta pociągnęła mnie za sobą wychodząc z tłumu. Weszłyśmy za jakieś drzwi za sceną, nie mam pojęcia gdzie ona mnie prowadzi. Weszłam za nią po schodach i znalazła się w bardzo oświetlonym pomieszczeniu. Spojrzałam się na moją towarzyszkę.
- O co chodzi ? - spytałam. - I co ja tutaj robię? - dodałam wskazując ręka na pomieszczenie. Kobieta westchnęła.
- Justin, poprosił abyśmy cię tu przyprowadzili. Będziesz jego OLLG.
Patrzyłam się na nią tak jakbym zobaczyła ducha. Słucham?! Nie wierzę!!
- A co to jest to "OLLG"?- spytałam robiąc cudzysłów w powietrzu.
- Zobaczysz. - westchnęła kobieta. - Bill, możesz tu na chwilę!- wykrzyknęła.
Po chwili w sali pojawił się dosyć przystojny chłopak w wieku ok. 25 lat. Uśmiechnął się do mnie serdecznie co ja odwzajemniłam.
- Chyba, wiesz co robić? - powiedziała podnosząc jedną brew.
- Tak - odpowiedział i skierował się w moją stronę, gestem nakazując bym usiadła na krześle przy lustrze. - Jestem Bill, stylista Justin'a.
- Amanda - powiedziałam. - Zwykła dziewczyna z Stratford. - uśmiechnęłam się patrząc w lustrze na mężczyznę, który w odpowiedzi zachichotał.
- Poprawię Ci delikatnie włosy i makijaż... Więcej chyba nie zrobię, bo jesteś już wystarczająco atrakcyjna. Nie dziwie się dlaczego Justin chciał cię zaprosić na scenę. - W odpowiedzi lekko sie zaczerwienilam i spuscilam wzrok na splecione dłonie. Po 3 minutach byłam gotowa. Wstałam z krzesła i od razu zostałam pociągnięta w stronę sceny. Przyznam, że się trochę stresowałam. Nie lubię być w centrum zamieszania. A w dodatku nie wiem czy oprę się jego czekoladowym oczom, który tak strasznie wciągały. Cholera Amanda! Ogarnij się! Słyszałam jak z sceny dobiegają nuty dobrze znanej mi piosenki One less lonely girl. Aaa.. teraz już wiem skąd się wział ten skrót. Vicki mi o nim mówiła. Właśnie co powie Vick jak mnie zobaczy na scenie koło Justina?! Ona będzie w szoku!! A może będzie zła...? Przecież ja nawet go nie lubię.. a ona ubóstwia... Cholerka nie przemyślałam tego. Ale chyba nie mogę odmówić skoro on kazał mnie tu przyprowadzić.
- Amanda wchodzisz! - usłyszałam za sobą głos tej samej kobiety co wcześniej.
Nie pewnie przekroczyłam próg pomiędzy Backstagem a sceną. Usłyszałam pisk dziewczyn i ujrzałam nie których twarze. Stanęłam jak wryta i nie chciałam dalej iść. Poczułam na swojej tali dłoń. Spojrzałam na osobę do, której należała ta ręka. Ujrzałam nad sobą czekoladowe tęczówki. Zamarłam. Chłopak przez chwilę się nie odzywał i wpatrywał w moje oczy, szukając jakiś emocji. Po chwili siłą swojego ciała spowodował, że razem z nim ruszyłam do krzesła, który znajdowało się na środku sceny. Usiadałam, rozejrzałam się po widowni i dostrzegłam moją płaczącą blondynkę, która wpatrywała się w mnie jak w ducha. Uśmiechnęłam się do niej ciepło. Nie wierze, ze jestem na scenie z Justinem Bieberem! O cholera. Po czułam na swoim ramieniu ciepło. Odwróciłam się i napotkałam tam dłoń, która należała do Justin'a, w drugiej ręce trzymał bukiet kwiatów. Obszedł krzesło na którym spoczęłam i ukucnął chwytając mnie za rękę. Śpiewał słowa piosenki, patrząc się mi prosto w oczy, w których można utonąć. Podarował mi kwiaty a na głowę nałożył, przepiękny kwiatowy wieniec. Ciągle się do mnie uśmiechał i nie chętnie odrywał ode mnie wzrok, aby spojrzeć na fanów. Wpatrywałam się w niego przez cały czas podziwiałam, każdy skrawek jego dobrze zbudowanego ciała. Justin znowu koło mnie kucnął i trzymał za rękę, śpiewając ostatnią zwrotkę piosenki, gładził kciukiem moje knykcie. Gdy słowa piosenki dobiegły końca, a muzyka nadal grała, Justin zbliżył się do mnie i delikatnie musnął mój policzek swoimi malinowymi wargami. Moje ciało zaczęło drżeć. Byłam całą mokra a mój brzuch robił fikołki. Czułam się niesamowicie. Uśmiechnęłam się szczerze do szatyna i poczułam jak na moich policzkach pojawiają sie dwa rumience. Wiedziałam, że teraz muszę zejść z sceny... Nie cieszyłam się zbytnio na tą myśl.. Dopiero teraz dotarły do mnie piski dziewczyn, które najwyraźniej mi bardzo zazdrościły. Wstałam i momentalnie na swoim biodrze poczułam to samo ciepło, już wiedziałam, że to Justin. Ruszył za mną w stronę backsatge'u. Poczułam lekkie szarpnięcie za dłoń, odwróciłam się a Justin zbliżył się do mojego ucha.
- Poczekasz na mnie na backstag'u. Dobrze? - spytał odsuwając się i oblizując swoje wargi. Ten jeden ruch sprawił ze mój brzuch znowu zaczął się zwijać. Wpatrywałam się w usta Justin'a aż ten w końcu mnie ocknął.
- Kochanie, wiem, ze podoba Ci się to co widzisz ale nadal mi nie odpowiedziałaś? - dodał trochę głośniej. Co?! Dlaczego on do mnie mówi kochanie? Nie jestem jego! On nawet mnie nie zna! I skąd on może wiedzieć czy mi się podoba czy nie?! Cholera! Jeszcze pol godziny temu powiedziałabym, ze jest dupkiem! A teraz najwyraźniej jego zdaniem się do niego ślinię! To jest co najmniej śmieszne... W odpowiedzi prychnęłam i jeszcze raz spojrzałam w oczy szatyna. Nadal wyczekiwał odpowiedzi.
- Okey... - mruknęłam i weszłam za kulisy. Justin wrócił na scenę i zaczął śpiewać. Po dwóch piosenkach, szczerze powiem, znudziło mnie czekanie na Biebra'a. Może lepiej pójdę i sprawdzę co u Vick? Wstałam, rozejrzałam sie aby nikt nie zauważył, ze próbuje wyjść. Na szczęście nikogo nie było. Szybko skierowałam sie w stronę schodów, którymi wcześniej weszłam z tajemnicza kobieta. Obeszłam cała scenę i znalazłam sie w prawie tym samym miejscu co wcześniej. Przycisnelam się przez tłum piszczących dziewczyn, aby dostać sie do mojej blondynki. Gdy stałam juz pod scena, usłyszałam jak Bieber żegna sie z publicznością. Cholera! - zaklnełam w myślach. Katem oka zobaczyłam jak Justin przechodzi po brzegu sceny i dotyka wyciągniętych rak fanek. Ruszyłam znowu w stronę Vick, dotknęłam jej ramienia na co ona momentalnie zaaragowala. Przytuliła sie do mnie prawie dusząc. Nie chciałam jej puszczać, ale wiedziałam, ze będzie zła jak nie dotknie ręki szatyna. Oderwałam sie od niej i zobaczyłam, ze blondynka mnie wącha! Zaśmiałam sie i przypomniałam sobie, ze pewnie pachnę Justinem. Odchrząknełam. Vicktoria odwróciła sie do mnie i posłała mi jeden z swoich najpiękniejszych uśmiechów. Ujrzałam, ze w nasza stronę zmierza szatyn. Popchnęłam ja w stronę sceny aby mogła spróbować dosięgnąć swojego idola. Justin właśnie przechodził koło mojej blondynki. Odwróciłam sie tak aby nie za uwarzył, ze uciekłam z backstag'u . Poczułam na moim ramieniu czyjaś rękę. Niechętnie sie odwróciłam bo wiem, ze stałam za blisko sceny i szatyn swobodnie mógł mnie dosięgnąć. Na szczęście to była tylko Vick, która rozpływała pod jego dotykiem. Podtrzymałam blondynkę i zwróciłam wzrok na postać stojąca przed nami. Bieber patrzył na mnie zdezorientowany. Nie dziwie mu sie. Przecież każda na moim miejscu chciałaby tego co ja przeżyłam na scenie. Ale ja nie jestem taka jak inne... Vicki najwyraźniej oprzytomniała jej ręka mocno zaciskała jego, ale mu to chyba nie przeszkadzało. Po chwili ja puściła. Chłopak automatycznie wyciągnął rękę dalej, czekając czy mu ja podam. No weź co Ci szkodzi? Przecież od dotyku nie umrzesz! Moja podświadomość jest czasem nie do zniesienia! Ale w sumie ma racje jego dotyk mnie nie zabije, ale spowoduje, ze znowu sie rozpłyniesz... Z lekkim oporem podałam mu rękę. Szatyn natychmiastowo sie uśmiechnął. Przytrzymał chwile dłużej moja rękę co spowodowało, ze spojrzałam na jego czekoladowe oczy. Mój brzuch momentalnie zaaragował na jego dotyk, tak jak reszta mojego ciała. Ruchem głowy wskazał na backstage, po czym na mnie. Chyba chciał mi powiedzieć, ze mam tam iść. Ale czy ja tego chce? Am chcesz tego do cholery!! Nad czym ty sie jeszcze zastanawiasz?! Otrząsnełam swój umysł z tych myśli i wyzwoliłam rękę z mocnego uścisku jego dłoni. Spojrzałam na Vick ona jak zahipnotyzowana wpatrywała sie w chłopaka gdy ten poruszył sie dalej. Tego juz za wiele. Dałam znak blondynce, ze ide. Ta lekko pokiwała, ze rozumie, po poinformowaniu Vicktorii, zaczęłam sie przeciskać przez tłumy przy scenie....
*
Justin poszedł już za scenę, pewnie się chłopak zdziwi jak zobaczy, że mnie tam nie ma. Zmierzałam z Vick do baru, gdzie miałam nadzieję, że zapomnę o wszystkim. Reszta fanek nadal domagała się bisu. Szczerze w to wątpiłam. Wyobraziłam sobie minę Bieber'a kiedy zobaczy, że mnie nie ma. Na pewno tu nie zejdzie i nie zacznie szukać, bo wszystkie jego fanki natychmiastowo by go zaatakowały. Byłam bezpieczna od reakcji mojego ciała na jego dotyk. Usiadłyśmy na dwóch barowych stołkach. Vick ciągle paplała o tym co się wcześniej wydarzyło. Powiem szczerze... nie słuchałam ani jednego słowa wypowiedzianego z jej ust.
- Chcesz coś do picia? - zapytałam najwyraźniej jej przerywając .
- Tak, piwo z sokiem.
- Hey, ty młody. - krzyknęłam, na co odwrócił się dosyć przystojny barman. Wyglądał na geja. Ale nie będę oceniać ludzi po wyglądzie.
- Hey, co mogę podać? - spytał skanując moją sylwetkę wzrokiem. Chyba nie był gejem...
- Hmm... dla mnie sok z 1 kieliszkiem wódki. A dla niej - powiedziałam wskazując palcem na dosyć zmęczoną Vick. Schyliłam się do barmana, palcem pokazując aby się zbliżył tak aby blondynka nie zauważyła co do niego mówię. Zerknełam na nią, była wyraźnie zajęta opowiadaniem. - duże piwo z sokiem, może wtedy się zamknie... - powiedziałam lekko chichocząc. Chłopak zerknął na mnie i zawtórował mi.
- Okey. - podałam chłopakowi kartę. On jej jednak nie wziął. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Na koszt firmy. - odrzekł - Tak apropo jestem Scott.
- Amanda - powiedziałam podając chłopakowi rękę. Po chwili dostałyśmy nasze zamówienia. Moja przyjaciółka najwyraźniej zaczęła flirtować z Scottem. Blondynka dostała swoje piwo z serwetką na, której zapewne był napisany numer tego gościa. Wypiłam jeszcze 2 takie drinki, i zachciało mi się siusiu.
- Vick, ja idę siusiu. - powiedziałam blondynce na ucho. Dziewczyna pokiwała głową na znak, że rozumie. Chyba była już lekko wstawiona. Przekręciłam oczami i poszłam w stronę Toi'a. Gdy dotarłam na miejsce, byla tam dosyć spora kolejka. Przeszłam po kolei patrząc czy na pewno, każdy jest zamknięty. Wolny był tylko ten dla niepełnosprawnych. Po chwili zastanowienia otworzyłam drzwi. Nie wiem czemu ale czułam na sobie ciągle czyjś wzrok. Może Vick.. Oby Vick. Weszłam do pomieszczenia i nawet nie śmierdziało, co oznaczało, że nikt prawie nie używał tego Toi'a. Niestety było tu strasznie ciemno. Postanowiłam sobie pomóc, zwykła latarkę w telefonie. Chciałam zamknąć za sobą drzwi ale zorientowałam się, że zamek jest trochę popsuty. Mam nadzieję, żę nikt tu nie wejdzie. Ruszyłam w stronę kibelka. Rozłożyłam papier na desce, bo nigdy nie wiadomo co jest w tych kiblach. Gdy zrobiłam siku, usłyszałam za drzwiami piski dziewczyn, pewnie Bieber znowu wyszedł na scenę. Podciągnęłam majtki, zastanawiając się co zrobił jak zobaczył, że mnie niema... Nagle drzwi od Toi Toi'a się otworzyły. Juz miałam krzyczeć, że zajęte ale w drzwiach stanął mężczyzna podobny z wyglądu do Bieber'a. Chwileczkę... TO BYŁ ON!! Kurwa! Podszedł do mnie pewnym krokiem. Zamarłam. Nie wiedziałam co robić. Szatyn zbliżył się do mnie. Jedną rekę położył na moim biodrze. Drugą popchnął mnie delikatnie na ścianę Toi'a.
- Teraz już mi nie uciekniesz Skarbie. - powiedzial, po czym wpił się w moje usta, zdjął swoją rękę z mojego biodra i unieruchomił mi nadgarstki przy mojej głowie. Nie odwzajemniłam pocałunku, ale już po chwili moje pożądanie wzięło górę. Justin przejechał delikatnie swoim językiem po mojej wardze, tym samym prosząc mnie o dostęp do mojego języka. Rozchyliłam delikatnie usta, szatyn momentalnie zaaragował i wtargnął swoim ciepłym językiem do moich ust. Poczułam jak nasze języki toczą walkę o dominację. Chłopak uwolnił moje nadgarstki z uścisku i położył je na moich biodrach, przysuwając mnie do siebie w taki sposób, że stykaliśmy się klatkami. Włożyłam ręce w jego idealnie ułożone włosy, ciągnąc je lekko za końcówki. Chłopak w odpowiedzi cicho jęknął, na co ja się uśmiechnęłam przez pocałunek. Po paru minutach zaczęło nam brakować powietrza w płucach. Oderwałam się od Bieber'a w nadziei na dostanie trochę tlenu. Justin nie wypuścił mnie z uścisku nie dając za wygraną. Zjechał swoimi pocałunkami w kąciki moich ust, po czym tworzył dalszą linię na moim policzku, brodzie, szczęce, szyi, ramionach i obojczykach. Podniósł na mnie wzrok, ale po chwili zjechał swoimi rozgrzanymi wargami na moje ucho, podgryzając i pociągając je lekko zębami, na co w odpowiedzi mój oddech przyśpieszył tępo.
- Bardzo ładnie dziś wyglądasz. - powiedział szepcząc mi do ucha. Po krótkiej chwili znowu całował każdy cal mojej szyi, z pożądaniem. Zrobiło mi się gorąco kiedy chłopak znalazł mój słaby punkt za uchem. Jęknęłam na co on się uśmiechnął. Zaczął ssać, lizać i lekko podgryzać mój słaby punkt. Odsunął się ode mnie, a ja położyłam dłonie na jego klatce piersiowej, która unosiła się równie szybko jak moja. Spuściłam wzrok na dół i ujrzałam duży wzwód na jego kroku. Spojrzałam w jego oczy zagryzając dolną wargę. Były takie piękne, głębokie a teraz prawie czarne, z powodu pożądania.
- Marzyłem o tym odkąd Cię poznałem.- powiedział łapiąc oddech. Przypomniało mi się nasze poznanie, kiedy wyjeżdżał z parkingu, gdyby ktoś mi wtedy powiedział, żę wyląduje całując się z Justinem Bieberem, wyśmiałabym go. Ale jest jedno...
- Ale ja nie jestem jedną z nich. - wykrztusiłam. Chłopak spojrzał na mnie pytająco. - Ja nie jestem twoją fanką... - dodałam spuszczając głowę na nasze buty. Szatyn ujął moją brodę w dwa palce i podniósł ją do góry. Musnął delikatnie moje wargi.
- Zdążyłem się zorientować Skarbie. - wyszeptał w moje usta. - Ale mi to nie przeszkadza.
Dotknął mojego ramienia opuszkami palców, dzięki czemu cała zadrżałam. Justin uśmiechnął się lekko. - Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy Amanda. - uśmiechnął się i puścił mi oczko. Taki mały gest a mój oddech znów przyśpieszył. Ale, chwila... skąd on zna moje imię? Popatrzyłam na niego zdziwiona. Chyba zrozumiał o co mi chodzi.
- Bill. - odpowiedział. I wszystko stało się jasne. Przyciągnął mnie bliżej do siebie i wpił sie jeszcze raz w moje usta. Objął mnie za plecy, delikatnie poruszając opuszkami palców, sprawił, że zadrżałam. Chłopak niechętnie się ode mnie oderwał i zaczął szukać czegoś w spodniach. Wyjął z nich mały złożony papierek. Wręczył mi go.
- Na wszelki wypadek. - uśmiechnął się słodko i ostatni raz musnął moje usta, po czym wręczył mi papierek i skierował sie w stronę wyjścia, odwrócił się i puścił mi oczko. Założył kaptur i wyszedł, do kabiny wpadła stróżka światła oświetlająca na chwilę pomieszczenie. Chwyciłam z podłogi telefon, który wcześniej mi wypadł z ręki i poszłam w ślady szatyna. Ruszyłam w kierunku Vick. Ciekawe ile mnie nie było? Gdy ją znalazłam nadal siedziała i gadała z Dominciem. Usiadłam na stołku barowym i gestem przywołałam blondyna.
- Mam pytanie ile on wypiła? - spytałam na chłopaka stojącego przede mną.
- Spokojnie, nie dużo. Tak jak wcześniej ty zamówiłaś jej piwo z sokiem, ona zamówiła kolejne 2 i na tym się skończyło... Teraz jej podaje tylko sok, wmawiając jej, że to, to samo co wcześniej. - wyszeptał uśmiechając się po zwycięsku.
- Okey, a pozwolisz, że ją już zabiorę? Jutro będzie i tak ją bolała głowa. - powiedziałam.- I dziwie się, że jeszcze nie puściła pawia.
Spojrzałam się na blondynkę, która wstała i podeszła do mnie chwiejnym krokiem. Podniosłam się z miejsca i szybko znalazłam się obok mojej przyjaciółki, powstrzymując ją przed upadkiem.
- Tak my już lepiej pójdziemy. - spojrzałam się na Dominica. - Ile jestem winna?
- Już, mówiłem, że nic. - puścił do blondynki oczko i wrócił do swojej pracy. Podeszłam do krzesła gdzie dawniej siedziała Vick, podniosłam jej torebkę i spakowałam do niej chusteczkę od blondyna. Założyłam ją na ramię, i spojrzałam na swoją rękę. Była ona nadal zaciśnięta na białym skrawku papieru od szatyna. Uchyliłam delikatnie torebkę i wrzuciłam go do bocznej kieszeni. Poprawiłam obie torebki i podtrzymując pijaną blondynkę ruszyłyśmy w stronę samochodu. Wyjęłam z torby kluczki do auta i kliknięciem je otworzyłam. Posadziłam moją nie trzeźwą towarzyszkę na miejscu pasażera, zapięłam ja pasami i z sobą zrobiłam to samo. Odpaliłam silnik, a w zamian usłyszałam mój uwielbiony ryk. Gdy zauważyłam, że Vick usnęła, poczułam lekką ulgę. Nie trwało to za długo, bo moje myśli zajął osobnik o czekoladowych oczach. Cholera... ! Co ja najlepszego zrobiłam?! Na co ja kurwa pozwoliłam! Co z Davidem?! Przecież to chyba można uznać za zdradę? Przecież, to było małe przewinienie! Nic się nie stanie! Zamknij się! - pomyślałam waląc ręką w kierownicę. Moje głupia podśwaidomośc i tak zrobiła dzisiaj za dużo syfu. Ale co ja teraz zrobię? Powiedzieć mu? Przecież on mnie zostawi!? Przecież, i tak wiemy, że tego chcesz. Chyba nie chcę. Chyba... W mojej głowie znowu pojawiły się wspomnienia z koncertu. Jego idealnie malinowe wargi na moim rozgrzanym ciele... Delikatne dłonie, które za pomocą drobnego dotyku, sprawiały, że moje nogi miękły... Jego dobrze zbudowane ciało... Czekoladowe oczy.. Idealny zapach, którego nie da się opisać... Był cudowny tak jak cały on... Nie... O cholera! Co on... albo na co JA pozwoliłam... I co ja mam powiedzieć mojemu chłopakowi? Całą drogę rozmyślałam o tym co się wydarzyło. Mimo tego, że trasa z areny do naszego hotelu trwała ok. 20 min to teraz już będzie wynosić dobra godzinę... Jechałam ulicami miasta oglądając budynki i próbując zapomnieć o tej całej chorej sytuacji. Niestety na marne. W mojej głowie wisiały ciągle trzy pytania. Co ja powiem Davidowi? Czy powiedzieć Vick? oraz najważniejsze Czemu ja?!?
- Mam pytanie ile on wypiła? - spytałam na chłopaka stojącego przede mną.
- Spokojnie, nie dużo. Tak jak wcześniej ty zamówiłaś jej piwo z sokiem, ona zamówiła kolejne 2 i na tym się skończyło... Teraz jej podaje tylko sok, wmawiając jej, że to, to samo co wcześniej. - wyszeptał uśmiechając się po zwycięsku.
- Okey, a pozwolisz, że ją już zabiorę? Jutro będzie i tak ją bolała głowa. - powiedziałam.- I dziwie się, że jeszcze nie puściła pawia.
Spojrzałam się na blondynkę, która wstała i podeszła do mnie chwiejnym krokiem. Podniosłam się z miejsca i szybko znalazłam się obok mojej przyjaciółki, powstrzymując ją przed upadkiem.
- Tak my już lepiej pójdziemy. - spojrzałam się na Dominica. - Ile jestem winna?
- Już, mówiłem, że nic. - puścił do blondynki oczko i wrócił do swojej pracy. Podeszłam do krzesła gdzie dawniej siedziała Vick, podniosłam jej torebkę i spakowałam do niej chusteczkę od blondyna. Założyłam ją na ramię, i spojrzałam na swoją rękę. Była ona nadal zaciśnięta na białym skrawku papieru od szatyna. Uchyliłam delikatnie torebkę i wrzuciłam go do bocznej kieszeni. Poprawiłam obie torebki i podtrzymując pijaną blondynkę ruszyłyśmy w stronę samochodu. Wyjęłam z torby kluczki do auta i kliknięciem je otworzyłam. Posadziłam moją nie trzeźwą towarzyszkę na miejscu pasażera, zapięłam ja pasami i z sobą zrobiłam to samo. Odpaliłam silnik, a w zamian usłyszałam mój uwielbiony ryk. Gdy zauważyłam, że Vick usnęła, poczułam lekką ulgę. Nie trwało to za długo, bo moje myśli zajął osobnik o czekoladowych oczach. Cholera... ! Co ja najlepszego zrobiłam?! Na co ja kurwa pozwoliłam! Co z Davidem?! Przecież to chyba można uznać za zdradę? Przecież, to było małe przewinienie! Nic się nie stanie! Zamknij się! - pomyślałam waląc ręką w kierownicę. Moje głupia podśwaidomośc i tak zrobiła dzisiaj za dużo syfu. Ale co ja teraz zrobię? Powiedzieć mu? Przecież on mnie zostawi!? Przecież, i tak wiemy, że tego chcesz. Chyba nie chcę. Chyba... W mojej głowie znowu pojawiły się wspomnienia z koncertu. Jego idealnie malinowe wargi na moim rozgrzanym ciele... Delikatne dłonie, które za pomocą drobnego dotyku, sprawiały, że moje nogi miękły... Jego dobrze zbudowane ciało... Czekoladowe oczy.. Idealny zapach, którego nie da się opisać... Był cudowny tak jak cały on... Nie... O cholera! Co on... albo na co JA pozwoliłam... I co ja mam powiedzieć mojemu chłopakowi? Całą drogę rozmyślałam o tym co się wydarzyło. Mimo tego, że trasa z areny do naszego hotelu trwała ok. 20 min to teraz już będzie wynosić dobra godzinę... Jechałam ulicami miasta oglądając budynki i próbując zapomnieć o tej całej chorej sytuacji. Niestety na marne. W mojej głowie wisiały ciągle trzy pytania. Co ja powiem Davidowi? Czy powiedzieć Vick? oraz najważniejsze Czemu ja?!?