niedziela, 15 maja 2016

Prezpraszam!!

Przepraszam za to ze ostatnio nie było żadnych rozdziałów ale duzo sie dzieje...wiec tak Moje ff przenoszę tutaj :

https://www.wattpad.com/user/Vickax

Wiec zapraszam!!

Na wattpadzie duzo opowiadań i w niektórych sie zakochałam np.: 

https://www.wattpad.com/story/36400299

Jak i drugiej części 

https://www.wattpad.com/story/44785659

https://www.wattpad.com/story/52583665-message-justin-bieber

https://www.wattpad.com/story/54154038-bad-change-for-you-for-me-is-good

https://www.wattpad.com/story/41077820-first-time

Moja ulubiona 💜💜
https://www.wattpad.com/story/50672917-zakład

Przepraszam was za wszystko i zapraszam na dalsza część mojego ff... Oraz zachęcam do czytania tych powyżej !! Są one naprawdę cudowne i polecam je wam z całego serca !!!

Hope you'll enjoy! 
Buziaki Wikaxxx25

niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział 7 (cześć 2)

Rozdział 7   2/2

"To było... dziwnie miłe?..."

Schowałam telefon do torebki i poszłam do Vick. Dziewczyna właśnie zakładała buty. Poprawiłam włosy po czym odchrząknęłam. Blondynka odwróciła się. Wpatrywała się w mnie jakby zobaczyła ducha. Ale nie dziwie się jej... Sama się nie poznaje. 
- Wow... Maleńka nie wiem kim jesteś... Ale co zrobiłaś z moja Amandą? - spytała skanując mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niej i wzruszyłam ramionami w ramach odpowiedzi. 
- Am, na serio wyglądasz... prześlicznie. Spojrzałam na Vick, a na moją twarz wkradł się rumieniec. 
- Dziękuję - powiedziałam spuszczając wzrok na splecione dłonie. - Ty tez wyglądasz rewelacyjnie. - dodałam mierząc blondynkę wzrokiem. 
- Ty się POMALOWAŁAŚ!! - wy piszczała zakrywając dłońmi usta w geście zaskoczenia. - O mój boze! Wyglądasz jeszcze cudowniej! Teraz możesz podrywać chłopaków... - urwała. - A no tak zapomniałam... Amanda wiesz, że Cię wspieram. Zawsze i w każdej decyzji... Ale ....Hmm... Uważam, ze popełniasz błąd... Powtarzam Ci to po raz setny... Kocham cię jak siostrę, wiedz, ze chce dla ciebie jak najlepiej ale ... - zatrzymała się, po czym wzięła głęboki oddech. Wiedziałam co zaraz powie...- Nie popieram tego związku w 100%.
 I poszło... A czy ja go popieram... Skąd JA MAM TO WIEDZIEĆ!! Cholera za dużo... Vick chyba zobaczyła moja skwaszoną minę, po czym dodała. - Ale czegoś mi brakuje...  Do twojego wyglądu. 
Dziewczyna poszła do łazienki. Wróciła z małym pudełkiem. Chyba niedawno je dostała, bo bylo jeszcze zapakowane położyła je na łóżku po czym zaczęła je otwierać. Wyjęła z niego kilka papierów, jakaś kartkę i coś jeszcze. Podeszłam bliżej blondynki. Spojrzałam na kartkę. Był tam napisany list od Kylie Jenner... Aaa no tak to ten nowy Lip Kit
- Chodź na chwilę. - powiedziała ciągnąć mnie za rękę. Ruszyłam stawiając niewielki opór. W ręku trzymała delikatnie brązową szminkę. 
- Trzymaj - po wypowiedzeniu tych słów podała mi przedmiot. - Chyba wiesz jak się tego używa. - powiedziała sarkastycznie. - Jest nowa, wiec uznaj to za taki... test. Chce zobaczyć ile ta szminka wytrzyma, powinna tak do jutra, jeżeli nie będziesz się z nikim całować. - dodała żartobliwie podnosząc zabawnie brwi. - A z tego to wiem, to nie chyba Ci to nie grozi... - urwała, spuszczając wzrok na dłonie. NIE BŁAGAM nie zaczynajmy tego tematu znowu. Podeszłam do lustra w szafie i zrobiłam i to co mi kazała, następnie odwróciłam się do Vick.
- Teraz wyglądasz idealnie.. - wyszeptała. Odłożyłam szminkę na łóżko.
- Dobra musimy się już zbierać, za pół godziny jest koncert! - wykrztusiła podekscytowana Vick. Spojrzałam na jej telefon, bo był pod ręką. Była 18.27. Omijając wzrokiem przyjaciółkę, zgarnęłam naszą kartę do pokoju, torebkę i oczywiście speszoną blondynkę. Musiała zobaczyć, że specjalnie unikam jej wzroku. Po stwierdzeniu, że wszystko wzięłam, wyszłyśmy z pokoju i zamknęłyśmy drzwi. Ukradkiem spojrzałam na drzwi obok. Były zamknięte, a za nich nie dochodziły, żadne znaki życia. Ciekawe co teraz robi ciemny blondyn... STOP! Skąd mi się wzięła ta myśl... Co mnie to obchodzi?! Dużo. Właśnie nic... Dobrze wiemy, że bardzo dużo. Moja podświadomość nie dawała mi spokoju, więc postanowiłam ją zignorować. Potrząsnęłam lekko głową w nadziei, że ten głos uciekanie.  Ruszyłyśmy w stronę windy. Po kilku minutach byłyśmy już na dole. Gdy wysiadłyśmy z windy, w końcu poczułam ulgę... Zbytnio nie lubiłam małych pomieszczeń. Podchodzi to pod klaustrofobię, ale da się znieść. Hol w, którym wcześniej stałam przytłoczona, wypełniała dużo ludzi w garniturach i drogich sukienkach. Po raz pierwszy nie poczułam się inaczej. Przechodząc przez idealnie czyste pomieszczenie, wszyscy momentalnie zaczęli się w nas wpatrywać. Jakby zobaczyli jakiegoś ufoludka. Normalnie odwróciłabym się i powiedziała co myślę, ale z względu na Vick, tego nie zrobię. Moje ciało okrył zimny powiew wiatru. Odetchnęłam głęboko i zmierzałyśmy w kierunku auta. Wszyscy mężczyźni stojący na ulicy, pożerali wzrokiem moją przyjaciółkę. Nie którzy chyba nawet spojrzeli na mnie. Nie podobało mi się to. Nie lubię być w centrum uwagi. Odruchowo objęłam swój brzuch rękami, a głowę schyliłam w dół, uwarzenie stawiając kroki w za bardzo wysokich szpilkach. Czułam się naga. W szkole jak wspominałam, nie miałam kolorowo. Nie byłam zbytnio lubiana. Po mimo, że moi rodzice zarabiali miliony tak jak Vick, ja nigdy się do tego nie przyzwyczaiłam. Pomimo drogich ciuchów w szafie ja zawsze stawiałam na zwyczajne stylizacje. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Vick, która gestem wskazała abym otworzyła samochód. Wyjęłam pilocik i odblokowałam moje białe Maserati GranCabrio. Szczerze dbam o te auto jak o moje dziecko! Błagałam rodziców 2 lata aby kupili mi ten samochód! I w końcu (po wielkim trudzie, i zdaniu prawka), na moje 16 urodziny pojawiła się moja dziecinka.. ! Mówiłam, że mam dzianych rodziców? Dlatego moja mama ciągle gdzieś wyjeżdża. Ojca prawie nigdy nie ma w domu. Mam bardzo dobry kontakt z moją rodzicielką, co po części nadrabia relacje z tatą...  Wsiadłyśmy do auta i odpaliłam silnik, który głośno zaryczał... Uwielbiam ten dźwięk. Wyjechałam z parkingu i ruszyłyśmy na tą cholernie durną arenę....

*

- Bilety. - powiedział napakowany ochroniarz. Vick wyjęła z torebki dwa bilety podała je człowiekowi w garniturze. Ten dokładnie je sprawdził, po czym oderwał kawałeczek i oddał z powrotem blondynce.
- Niestety spotkanie na Backstage dopiero jutro. Od godziny 12.00. 
Że co?! Jeszcze jutro tu zostaniemy?! Spotykamy się z nim?! Cholera... Ile ona na to musiała wydać?! A może nie jest za późno by komuś sprzedać  te bilety?! O mój Boże.. Na co ja się godzę... Goryl odsunął się tak abyśmy mogły wejść na plac. Na środku stała wielka scena a pod  nią stało już ok. 12 osób. Na tym koncercie i tak nie będzie dużo ludzi. Tylko 50 plus fani, którzy wygrali bilety. Ciekawe ile ich jest... zapewne nie wiele. Ruszyłam za Vicki nadal uważając, że marnuje tu czas. Na moim miejscu mogłaby być prawdziwa fanka... a nie taka... zwyczajna "ja". Rozejrzałam się jeszcze po okolicy i zauważyłam, że  po prawej stronie w głębi placu, były ustawione Toi Toi'e. Obok wejścia był dość spory barek, gdzie obecnie znajdowało się paru ludzi. Wyjęłam z torebki telefon. Była już 18.48, co oznacza, że arena jest niedaleko naszego hotelu. Vick znajdowała się już pod sceną, więc  postanowiłam dołączyć  do mojej towarzyszki.

*

Koncert się zaczyna. Wszystkie światła zgasły. Rozległa się głośna muzyka. Na wielkich screen'ach pojawił się zegar odliczający sekundy. Wszystkie fanki zaczęły piszczeć a była ich niezła ilość okazało się, że 50 osób było na VIP a reszta (czyli ok. 250 osób) z tyłu, za barierkami VIP. O mój boże ale to jest pisk. Spojrzałam za siebie i nie mogłam uwierzyć, że laski płaczą. Nie które rzucały stanikami, majtkami, bluzkami i zdawało mi się, że niektóre rzuciły swój telefon... Odwróciłam głowę z powrotem w stronę do sceny. I w końcu wyszedł. Wszystkie dziewczyny jak na zawołanie zaczęły się pchać  jeszcze bardziej do przodu. Miałam wrażenie, że ochroniarze zaraz nie wytrzymają, a kawałki metalu, które robiły za bramki runą na ziemię. Miejsce pod samą sceną nie było dla mnie odpowiednie. Chłopak miał na sobie bardzo luźne skórzane dresy, Czarną bokserkę sięgającą do kolan i czerwone supry. Na głowie miał czapkę z daszkiem, która była modnie odwrócona do tyłu. I się zaczęło. Szatyn przywitał się z fanami. Po kolei leciały piosenki, których praktycznie nie znałam. Słyszałam ich melodie jak jechałyśmy ale tekstu nie zapamiętałam na szczęście. Rozpoznałam tylko As long as you love me, Fall i Thought of you. 

*

Minęło już 40 minut katorgi. Bieber zrobił sobie przerwę na picie. Nie dziwie się tyle czasu się wydzierał, że ja bym musiała wypić 2 litry wody aby gardło mnie nie bolało. Chłopak podszedł do głośnika znajdującego się najbliżej mnie. Podnosząc butelkę  spojrzał na mnie. I chyba go olśniło, że to ja byłam wtedy w tym samochodzie, który "nie dawał" mu wyjechać. Uśmiechnął się łobuzersko i odstawił butelkę. Stałam jak wryta. Odwzajemniałam jego gest lekkim niekontrolowanym  rumieńcem. Spojrzał na mnie i puścił do mnie oczko. Wstał i skierował się na Backstage, mówiąc, że zaraz wróci. Uff...  nie będzie go przez kilka minut co znaczy, że moja twarz powinna się uspokoić... Minęły 2 minuty, a Bieber był na scenie. Zaczął śpiewać a ja czułam na sobie jego wzrok, albo po prostu miałam schizy... Po czułam rękę na ramieniu, Odwróciłam się, myśląc, że to Vick czegoś ode mnie chce. Ujrzałam kobietę. Popatrzyłam na nią zdezorientowana. Wyglądała na 30 lat, miała czarne włosy spięte w koka. Wyglądała na kogoś ważnego.
- Chodź ze mną na chwilę. - wykrzyczała mi do ucha. Stałam chwilę zdezorientowana, popatrzyłam się na moja przyjaciółkę, która miała wszystko w nosie oprócz Bieber'a. Przytaknęłam i ruszyłam za kobietą. Nie ważne gdzie idę, ważne aby jak najdalej od tego miejsca. Kobieta pociągnęła mnie za sobą wychodząc z tłumu. Weszłyśmy za jakieś drzwi za sceną, nie mam pojęcia gdzie ona mnie prowadzi. Weszłam za nią po schodach i znalazła się w bardzo oświetlonym pomieszczeniu. Spojrzałam się na moją  towarzyszkę.
- O co chodzi ? - spytałam. - I co ja tutaj robię? - dodałam wskazując ręka na pomieszczenie.  Kobieta westchnęła. 
- Justin, poprosił abyśmy cię tu przyprowadzili. Będziesz jego OLLG.
Patrzyłam się na nią tak jakbym zobaczyła ducha. Słucham?! Nie wierzę!!
- A co to jest to "OLLG"?- spytałam robiąc cudzysłów w powietrzu.
- Zobaczysz. - westchnęła kobieta. - Bill, możesz tu na chwilę!- wykrzyknęła.
Po chwili w sali pojawił się dosyć przystojny chłopak w wieku ok. 25 lat. Uśmiechnął się do mnie serdecznie co ja odwzajemniłam.
- Chyba, wiesz co robić? - powiedziała podnosząc jedną brew.
- Tak - odpowiedział i skierował się w moją stronę, gestem nakazując bym usiadła na krześle przy lustrze. - Jestem Bill, stylista Justin'a.
- Amanda - powiedziałam. - Zwykła dziewczyna z Stratford. - uśmiechnęłam się patrząc w lustrze na mężczyznę, który w odpowiedzi zachichotał. 
- Poprawię Ci delikatnie włosy i makijaż... Więcej chyba nie zrobię, bo jesteś  już wystarczająco atrakcyjna. Nie dziwie się dlaczego Justin chciał cię zaprosić na scenę. - W odpowiedzi lekko sie zaczerwienilam i spuscilam wzrok na splecione dłonie. Po 3 minutach byłam gotowa. Wstałam z krzesła i od razu zostałam pociągnięta w stronę sceny. Przyznam, że się trochę stresowałam. Nie lubię być w centrum zamieszania. A w dodatku nie wiem czy oprę się jego czekoladowym oczom, który tak strasznie wciągały. Cholera Amanda! Ogarnij się! Słyszałam jak z sceny dobiegają nuty dobrze znanej mi piosenki One less lonely girl. Aaa.. teraz już wiem skąd się wział ten skrót. Vicki mi o nim mówiła. Właśnie co powie Vick jak mnie zobaczy na scenie koło Justina?! Ona będzie w szoku!! A może będzie zła...? Przecież ja nawet go nie lubię.. a ona ubóstwia... Cholerka nie przemyślałam tego. Ale chyba nie mogę odmówić skoro on kazał mnie tu przyprowadzić. 
- Amanda wchodzisz! - usłyszałam za sobą głos tej samej kobiety co wcześniej. 
Nie pewnie przekroczyłam próg pomiędzy Backstagem a sceną. Usłyszałam pisk dziewczyn i ujrzałam nie których twarze. Stanęłam jak wryta i nie chciałam dalej iść. Poczułam na swojej tali dłoń. Spojrzałam na osobę do, której należała ta ręka. Ujrzałam nad sobą czekoladowe tęczówki. Zamarłam. Chłopak przez chwilę się  nie odzywał i wpatrywał w moje oczy, szukając jakiś emocji. Po chwili siłą swojego ciała spowodował, że razem z nim ruszyłam do krzesła, który znajdowało się na środku sceny. Usiadałam, rozejrzałam się po widowni i dostrzegłam moją płaczącą blondynkę, która wpatrywała się w mnie jak w ducha. Uśmiechnęłam się do niej ciepło. Nie wierze, ze jestem na scenie z Justinem Bieberem! O cholera. Po czułam na swoim ramieniu ciepło. Odwróciłam się i napotkałam tam dłoń, która należała do Justin'a, w drugiej ręce trzymał bukiet kwiatów. Obszedł krzesło na którym spoczęłam i ukucnął chwytając mnie za rękę. Śpiewał słowa piosenki, patrząc się mi prosto w oczy, w których można utonąć. Podarował mi kwiaty a na głowę nałożył, przepiękny kwiatowy wieniec. Ciągle się do mnie uśmiechał i nie chętnie odrywał ode mnie wzrok, aby spojrzeć  na fanów. Wpatrywałam się w niego przez cały czas podziwiałam, każdy skrawek jego dobrze zbudowanego ciała. Justin znowu koło mnie kucnął i trzymał za rękę, śpiewając ostatnią zwrotkę piosenki, gładził kciukiem moje knykcie. Gdy słowa piosenki dobiegły końca, a muzyka nadal grała, Justin zbliżył się  do mnie i delikatnie musnął mój policzek swoimi malinowymi wargami. Moje ciało zaczęło drżeć. Byłam całą mokra a mój brzuch robił fikołki. Czułam się niesamowicie. Uśmiechnęłam się szczerze do szatyna i poczułam jak na moich policzkach pojawiają sie dwa rumience. Wiedziałam, że teraz muszę zejść z sceny... Nie cieszyłam się zbytnio na tą myśl.. Dopiero teraz dotarły do mnie piski dziewczyn, które najwyraźniej mi bardzo zazdrościły. Wstałam i momentalnie na swoim biodrze poczułam to samo ciepło, już wiedziałam, że to Justin. Ruszył za mną w stronę backsatge'u. Poczułam lekkie szarpnięcie za dłoń, odwróciłam się a Justin zbliżył się do mojego ucha.
- Poczekasz na mnie na backstag'u. Dobrze? - spytał odsuwając się i oblizując swoje wargi. Ten jeden ruch sprawił ze mój brzuch znowu zaczął się zwijać. Wpatrywałam się w usta Justin'a aż ten w końcu mnie ocknął. 
- Kochanie, wiem, ze podoba Ci się to co widzisz ale nadal mi nie odpowiedziałaś? - dodał trochę głośniej. Co?! Dlaczego on do mnie mówi kochanie? Nie jestem jego! On nawet mnie nie zna! I skąd on może wiedzieć czy mi się podoba czy nie?! Cholera! Jeszcze pol godziny temu powiedziałabym, ze jest dupkiem! A teraz najwyraźniej jego zdaniem się do niego ślinię! To jest co najmniej śmieszne... W odpowiedzi prychnęłam i jeszcze raz spojrzałam w oczy szatyna. Nadal wyczekiwał odpowiedzi. 
- Okey... - mruknęłam i weszłam za kulisy. Justin wrócił na scenę i zaczął śpiewać. Po dwóch piosenkach, szczerze powiem, znudziło mnie czekanie na Biebra'a. Może lepiej pójdę i sprawdzę co u Vick? Wstałam, rozejrzałam sie aby nikt nie zauważył, ze próbuje wyjść. Na szczęście  nikogo nie było. Szybko skierowałam sie w stronę schodów, którymi wcześniej weszłam z tajemnicza kobieta. Obeszłam cała scenę i znalazłam sie w prawie tym samym miejscu co wcześniej. Przycisnelam się przez tłum piszczących dziewczyn, aby dostać sie do mojej blondynki. Gdy stałam juz pod scena, usłyszałam jak Bieber żegna sie z publicznością. Cholera! - zaklnełam w myślach. Katem oka zobaczyłam jak Justin przechodzi po brzegu sceny i dotyka wyciągniętych rak fanek. Ruszyłam znowu w stronę Vick, dotknęłam jej ramienia na co ona momentalnie zaaragowala. Przytuliła sie do mnie prawie dusząc. Nie chciałam jej puszczać, ale wiedziałam, ze będzie zła jak nie dotknie ręki szatyna. Oderwałam sie od niej i zobaczyłam, ze blondynka mnie wącha! Zaśmiałam  sie i przypomniałam sobie, ze pewnie pachnę Justinem. Odchrząknełam. Vicktoria odwróciła sie do mnie i posłała mi jeden z swoich najpiękniejszych uśmiechów. Ujrzałam, ze w nasza stronę zmierza szatyn. Popchnęłam ja w stronę sceny aby mogła spróbować dosięgnąć swojego idola. Justin właśnie przechodził koło mojej blondynki. Odwróciłam sie tak aby nie za uwarzył, ze uciekłam z backstag'u . Poczułam na moim ramieniu czyjaś rękę. Niechętnie sie odwróciłam bo wiem, ze stałam za blisko sceny i szatyn swobodnie mógł mnie dosięgnąć. Na szczęście to była tylko Vick, która rozpływała pod jego dotykiem. Podtrzymałam blondynkę i zwróciłam wzrok na postać stojąca przed nami. Bieber patrzył na mnie zdezorientowany. Nie dziwie mu sie. Przecież każda na moim miejscu chciałaby tego co ja przeżyłam na scenie. Ale ja nie jestem taka jak inne... Vicki najwyraźniej oprzytomniała jej ręka mocno zaciskała jego, ale mu to chyba nie przeszkadzało. Po chwili ja puściła. Chłopak automatycznie wyciągnął rękę dalej, czekając czy mu ja podam. No weź co Ci szkodzi? Przecież od dotyku nie umrzesz! Moja podświadomość jest czasem nie do zniesienia! Ale w sumie ma racje jego dotyk mnie nie zabije, ale spowoduje, ze znowu sie rozpłyniesz...  Z lekkim oporem podałam mu rękę. Szatyn natychmiastowo sie uśmiechnął. Przytrzymał chwile dłużej moja rękę co spowodowało, ze spojrzałam na jego czekoladowe oczy. Mój brzuch momentalnie zaaragował na jego dotyk, tak jak reszta mojego ciała.  Ruchem głowy wskazał na backstage, po czym na mnie. Chyba chciał mi powiedzieć, ze mam tam iść. Ale czy ja tego chce? Am chcesz tego do cholery!! Nad czym ty sie jeszcze zastanawiasz?! Otrząsnełam swój umysł z tych myśli i wyzwoliłam rękę z mocnego uścisku jego dłoni. Spojrzałam na Vick ona jak zahipnotyzowana wpatrywała sie w chłopaka gdy ten poruszył sie dalej. Tego juz za wiele. Dałam znak blondynce, ze ide. Ta lekko pokiwała, ze rozumie, po poinformowaniu Vicktorii, zaczęłam sie przeciskać przez tłumy przy scenie....

*

Justin poszedł już za scenę, pewnie się chłopak zdziwi jak zobaczy, że mnie tam nie ma. Zmierzałam z Vick do baru, gdzie miałam nadzieję, że zapomnę o wszystkim. Reszta fanek nadal domagała się bisu. Szczerze w to wątpiłam. Wyobraziłam sobie minę Bieber'a kiedy zobaczy, że mnie nie ma. Na pewno tu nie zejdzie i nie zacznie szukać, bo wszystkie jego fanki natychmiastowo by go zaatakowały. Byłam bezpieczna od reakcji mojego ciała na jego dotyk. Usiadłyśmy na dwóch barowych stołkach. Vick ciągle paplała o tym co się wcześniej wydarzyło. Powiem szczerze... nie słuchałam ani jednego słowa wypowiedzianego z jej ust. 
- Chcesz coś do picia? - zapytałam najwyraźniej jej przerywając .
- Tak, piwo z sokiem.
- Hey, ty młody. - krzyknęłam, na co odwrócił się dosyć przystojny barman. Wyglądał na geja. Ale nie będę oceniać ludzi po wyglądzie.
- Hey, co mogę podać? - spytał skanując moją sylwetkę wzrokiem. Chyba nie był gejem...
- Hmm... dla mnie sok z 1 kieliszkiem wódki. A dla niej - powiedziałam wskazując palcem na dosyć zmęczoną Vick. Schyliłam się do barmana, palcem pokazując aby się zbliżył tak aby blondynka nie zauważyła co do niego mówię. Zerknełam na nią, była wyraźnie zajęta opowiadaniem. - duże piwo z sokiem, może wtedy się zamknie... - powiedziałam lekko chichocząc.  Chłopak zerknął na mnie i zawtórował mi.
- Okey. - podałam chłopakowi kartę. On jej jednak nie wziął. Spojrzałam na niego zdezorientowana. 
- Na koszt firmy. - odrzekł - Tak apropo jestem Scott. 
- Amanda - powiedziałam podając chłopakowi rękę. Po chwili dostałyśmy nasze zamówienia. Moja przyjaciółka najwyraźniej zaczęła flirtować z Scottem. Blondynka dostała swoje piwo z serwetką na, której zapewne był napisany numer tego gościa. Wypiłam jeszcze 2 takie drinki, i zachciało mi się siusiu. 
- Vick, ja idę siusiu. - powiedziałam blondynce na ucho. Dziewczyna pokiwała głową na znak, że rozumie. Chyba była już lekko wstawiona. Przekręciłam oczami i poszłam w stronę Toi'a. Gdy dotarłam na miejsce, byla tam dosyć spora kolejka. Przeszłam po kolei patrząc czy na pewno, każdy jest zamknięty. Wolny był  tylko ten dla niepełnosprawnych. Po chwili zastanowienia otworzyłam drzwi. Nie wiem czemu ale czułam na sobie ciągle czyjś wzrok. Może Vick.. Oby Vick. Weszłam do pomieszczenia i nawet nie śmierdziało, co oznaczało, że nikt prawie nie używał tego Toi'a. Niestety było tu strasznie ciemno. Postanowiłam sobie pomóc, zwykła latarkę w telefonie. Chciałam zamknąć za sobą drzwi ale zorientowałam się, że zamek jest trochę popsuty. Mam nadzieję, żę nikt tu nie wejdzie. Ruszyłam w stronę kibelka. Rozłożyłam papier na desce, bo nigdy nie wiadomo co jest w tych kiblach. Gdy zrobiłam siku, usłyszałam za drzwiami piski dziewczyn, pewnie Bieber znowu wyszedł na scenę. Podciągnęłam majtki, zastanawiając się co zrobił jak zobaczył, że mnie niema...  Nagle drzwi od Toi Toi'a się otworzyły. Juz miałam krzyczeć, że zajęte ale w drzwiach stanął mężczyzna podobny z wyglądu do Bieber'a. Chwileczkę... TO BYŁ ON!! Kurwa! Podszedł do mnie pewnym krokiem. Zamarłam. Nie wiedziałam co robić. Szatyn zbliżył się do mnie. Jedną rekę położył na moim biodrze. Drugą popchnął mnie delikatnie na ścianę Toi'a. 
- Teraz już mi nie uciekniesz Skarbie. - powiedzial, po czym wpił się w moje usta, zdjął swoją rękę z mojego biodra i unieruchomił mi nadgarstki przy mojej głowie. Nie odwzajemniłam pocałunku, ale już po chwili moje pożądanie wzięło górę. Justin przejechał delikatnie swoim językiem po mojej wardze, tym samym prosząc mnie o dostęp do mojego języka. Rozchyliłam delikatnie usta, szatyn momentalnie zaaragował i wtargnął swoim ciepłym językiem do moich ust. Poczułam jak nasze języki toczą walkę o dominację. Chłopak uwolnił moje nadgarstki z uścisku i położył je na moich biodrach, przysuwając mnie do siebie w taki sposób, że stykaliśmy się klatkami. Włożyłam ręce w jego idealnie ułożone włosy, ciągnąc je lekko za końcówki. Chłopak w odpowiedzi cicho jęknął, na co ja się uśmiechnęłam przez pocałunek. Po paru minutach zaczęło nam brakować powietrza w płucach. Oderwałam się od Bieber'a w nadziei na dostanie trochę tlenu. Justin nie wypuścił mnie z uścisku nie dając za wygraną. Zjechał swoimi pocałunkami w kąciki moich ust, po czym tworzył dalszą linię na moim policzku, brodzie, szczęce, szyi, ramionach i obojczykach.  Podniósł na mnie wzrok, ale po chwili zjechał swoimi rozgrzanymi wargami na moje ucho, podgryzając i pociągając je lekko zębami, na co w odpowiedzi mój oddech przyśpieszył tępo. 
- Bardzo ładnie dziś wyglądasz. - powiedział szepcząc mi do ucha. Po krótkiej chwili znowu całował każdy cal mojej szyi, z pożądaniem. Zrobiło mi się gorąco kiedy chłopak znalazł mój słaby punkt za uchem. Jęknęłam na co on się uśmiechnął. Zaczął ssać, lizać i lekko podgryzać mój słaby punkt. Odsunął się ode mnie, a ja położyłam dłonie na jego klatce piersiowej, która unosiła się równie szybko jak moja. Spuściłam wzrok na dół i ujrzałam duży wzwód na jego kroku. Spojrzałam w jego oczy zagryzając dolną wargę. Były takie piękne, głębokie a teraz prawie czarne, z powodu pożądania. 
- Marzyłem o tym odkąd Cię poznałem.- powiedział łapiąc oddech. Przypomniało mi się nasze poznanie, kiedy wyjeżdżał z parkingu, gdyby ktoś mi wtedy powiedział, żę wyląduje całując się z Justinem Bieberem, wyśmiałabym go. Ale jest jedno...
- Ale ja nie jestem jedną z nich. - wykrztusiłam. Chłopak spojrzał na mnie pytająco. - Ja nie jestem twoją fanką... - dodałam spuszczając głowę na nasze buty. Szatyn ujął moją brodę w dwa palce i podniósł ją do góry. Musnął delikatnie moje wargi.
- Zdążyłem się zorientować Skarbie. - wyszeptał w moje usta. - Ale mi to nie przeszkadza. 
Dotknął mojego ramienia opuszkami palców, dzięki czemu cała zadrżałam. Justin uśmiechnął się lekko. - Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy Amanda. - uśmiechnął się  i puścił mi oczko. Taki mały gest a mój oddech znów przyśpieszył. Ale, chwila... skąd on zna moje imię? Popatrzyłam na niego zdziwiona. Chyba zrozumiał o co mi chodzi.
- Bill. - odpowiedział. I wszystko stało się jasne. Przyciągnął mnie bliżej do siebie i wpił sie jeszcze raz w moje usta. Objął mnie za plecy, delikatnie poruszając opuszkami palców, sprawił, że zadrżałam. Chłopak niechętnie się ode mnie oderwał i zaczął szukać czegoś w spodniach. Wyjął z nich mały złożony papierek. Wręczył mi go. 
- Na wszelki wypadek. - uśmiechnął się słodko i ostatni raz musnął moje usta, po czym wręczył mi papierek i skierował sie w stronę wyjścia, odwrócił się i puścił mi oczko. Założył kaptur i wyszedł, do kabiny wpadła stróżka światła oświetlająca na chwilę pomieszczenie. Chwyciłam z podłogi telefon, który wcześniej mi wypadł z ręki i poszłam w ślady szatyna. Ruszyłam w kierunku Vick. Ciekawe ile mnie nie było? Gdy ją znalazłam nadal siedziała i gadała z Dominciem. Usiadłam na stołku barowym i gestem przywołałam blondyna.
- Mam pytanie ile on wypiła? - spytałam na chłopaka stojącego przede mną.
- Spokojnie, nie dużo. Tak jak wcześniej ty zamówiłaś jej piwo z sokiem, ona zamówiła kolejne 2 i na tym się skończyło... Teraz jej podaje tylko sok, wmawiając jej, że to, to samo co wcześniej. - wyszeptał uśmiechając się po zwycięsku.
- Okey, a pozwolisz, że ją już zabiorę? Jutro będzie i tak ją bolała głowa. - powiedziałam.- I dziwie się, że jeszcze nie puściła pawia.
Spojrzałam się na blondynkę,  która wstała i podeszła do mnie chwiejnym krokiem. Podniosłam się z miejsca i szybko znalazłam się obok mojej przyjaciółki, powstrzymując ją przed upadkiem.
- Tak my już lepiej pójdziemy. - spojrzałam się na Dominica. - Ile jestem winna?
- Już, mówiłem, że nic.  - puścił do blondynki oczko i wrócił do swojej pracy. Podeszłam do krzesła gdzie dawniej siedziała Vick, podniosłam jej torebkę i spakowałam do niej chusteczkę od blondyna. Założyłam  ją na ramię, i spojrzałam na swoją rękę. Była ona nadal zaciśnięta na białym skrawku papieru od szatyna. Uchyliłam delikatnie torebkę i wrzuciłam go do bocznej kieszeni.  Poprawiłam obie torebki i podtrzymując pijaną blondynkę ruszyłyśmy w stronę samochodu. Wyjęłam z torby kluczki do auta i kliknięciem je otworzyłam. Posadziłam moją nie trzeźwą towarzyszkę na miejscu pasażera, zapięłam ja pasami i z sobą zrobiłam to samo. Odpaliłam silnik, a w zamian usłyszałam mój uwielbiony ryk. Gdy zauważyłam, że Vick usnęła, poczułam lekką ulgę. Nie trwało to za długo, bo moje myśli zajął osobnik o czekoladowych oczach. Cholera... ! Co ja najlepszego zrobiłam?! Na co ja kurwa pozwoliłam! Co z Davidem?! Przecież to chyba można uznać za zdradę? Przecież, to było małe przewinienie! Nic się nie stanie! Zamknij się! - pomyślałam waląc ręką w kierownicę. Moje głupia podśwaidomośc i tak zrobiła dzisiaj za dużo syfu. Ale co ja teraz zrobię? Powiedzieć mu? Przecież on mnie zostawi!? Przecież, i tak wiemy, że tego chcesz. Chyba nie chcę. Chyba... W mojej głowie znowu pojawiły się wspomnienia z koncertu. Jego idealnie malinowe wargi na moim rozgrzanym ciele... Delikatne dłonie, które za pomocą drobnego dotyku, sprawiały, że moje nogi miękły... Jego dobrze zbudowane ciało... Czekoladowe oczy.. Idealny zapach, którego nie da się opisać...  Był cudowny tak jak cały on... Nie... O cholera! Co on... albo na co JA pozwoliłam... I co ja mam powiedzieć mojemu chłopakowi? Całą drogę rozmyślałam o tym co się  wydarzyło. Mimo tego, że trasa z areny do naszego hotelu trwała ok. 20 min to teraz już będzie wynosić dobra godzinę...  Jechałam ulicami miasta oglądając budynki i próbując zapomnieć o tej całej chorej sytuacji. Niestety na marne. W mojej głowie wisiały ciągle trzy pytania. Co ja powiem Davidowi? Czy powiedzieć Vick? oraz najważniejsze Czemu ja?!?







sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 7 (1 część)

Rozdział V||
"Czemu?"

Wziełam dwa głębokie oddechy i weszłam do środka ... Moim oczom ukazał sie ogromny biały pokój. Był tak samo biały jak hol i schody przy wejściu do hotelu. Po prawej stronie od drzwi znajdowało sie ogromne podwójne "królewskie" łóżko. Było idealne. Pościel wygladała na puchatą, a poduszki można było uznać za małe obłoczki. Po obu stronach znajdowały sie dwie małe szafeczki nocne na, których stały średniej wielkości białe lampy w kształcie świecznika. Naprzeciwko łóżka wisiał ogromny czarny telewizor, który bardzo rzucał sie w oczy, ponieważ była to jedyna rzecz dająca kontrast temu pomieszczeniu. Naprzeciwko drzwi w, których nadal stałyśmy, była olbrzymia szklana ściana z widokiem na całe miasto. Robiło wrażenie... Po lewej stronie od okien widniały śnieżno białe drzwi. Spojrzałam sie na Vick, która tak jak ja przez cały czas wpatrywała sie w te pomieszczenie z zachwytem, najwyraźniej wyczuła na sobie mój wzrok i momentalnie sie odwróciła. W jej oczach  znajdował sie zachwyt, szczęście i coś czego nie mogę opisać. Wyglądał to jak dziecinna radość. Np. Kiedy byłaś mała twoja mama pozwoliła Ci na deser zjeść dokładkę twoich ulubionych lodów. 
- Oto jeden z waszych pokoi. - odezwała sie w końcu recepcjonistka wskazując ręka na pokój. - tutaj jest łazienka - powiedziała wskazując na kolejne drzwi, których nie dostrzegłam wcześniej. - proszę za mną - dodała idąc w kierunku kolejnych drzwi. Blondynka stanęła do nas przodem, położyła dłoń na klamce, przez co otworzyła dzrzwi. Naszym oczom okazał sie drugi ogromny pokój. W nim także znajdowało sie łóżko "king size". Można chyba powiedzieć, ze są identyczne. W tym tez była duża biała szafa, która spokojnie pomieściłaby 10 ludzi. Obejrzałam pomieszczenie jeszcze raz, porównujac go do tamtego. Natknęłam sie na kolejne drzwi. Ukradkiem spojrzałam na Vick. Dziewczyna chyba tez je dostrzegła. Nie wiele myśląc ruszyłam przez pokój, delikatnie stąpając po pięknym puchatym dywanie. Podeszłam do tajemniczych dzrzwi wiedząc, że w tym pomieszczeniu tez zapewne znajduje sie łazienka. Przekręciłam złota gałkę lekko w prawo. Po chwili nad moimi oczami ukazała sie bielusieńka, dosyć spora łazienka. Po prawej stronie znajdowała sie wanna, w której zmieściłyby sie 3 osoby. Pod nią leżał biały pluszowy dywanik. Po lewej stronie od drzwi był zawieszony milusienki szlafrok i kilka ręczników. Następnie była toaleta. Około dwóch metrów na przeciwko drzwi stała umywalka a nad nią lustro, ktore zajmowało cała ścianę.  Pod umywalką było kilka szufladek na kosmetyki. Ogólnie bardzo mi sie ona podobała, łazienka, jak i cały hotel. Tylko coś mi tu nie pasowało... Ja! Szczerze mówiąc bałam sie czegokolwiek dotknąć, bo myślałam, ze cos zepsuje... Wiem, ze powinnam sie przyzwyczaić do tego skoro moja przyjaciółka ma to na codzień. Ja ją znam od dziecka... Ale... Niewiem. Poprostu dziwnie sie czułam... I jeszcze ten "dosyć" przystojny blondyn. Na samą myśl o nim czułam jakbym potrafiła latać. Mam nadzieje, ze to minie... Na same wspomnienie o jego dotyku uśmiech gościł mi na twarzy. Z uśmieszkiem na mordce wyszłam z łazienki zamykając za sobą drzwi.
- Więc, to by było na tyle. - powiedziała Gabriella. - życzę miłego pobytu - dodała wręczając kartę Vick. Cos mi w niej  nie pasowało... Może to przez to, ze była sztucznie miła, wydawało mi sie, ze te sama gadkę "o miłym" pobycie mówiła każdemu. Z przyklejonym uśmiechem do twarzy wyszła z naszego pokoju...
- Wow - wydusiła z siebie Vick. Spojrzałam na nią. 
- "Wow" to mało powiedziane - odparłam patrząc w jej stronę - twój ojciec sie naprawdę postarał... - dodałam jeszcze raz spoglądając na "maly" apartament. 
- Ja biorę ten pokój! - piskneła Vick kładąc sie na swoim łóżko. -Ty mozesz wziąć tamten - rzuciła wskazując na pokój za ścianą... 
- Okey - odpowiedziałam - jakby był inny wybór - skomentowałam pod nosem. Szczerze chyba bardziej wolałam tamten pokój za ściana. Ruszyłam w stronę mojego pokoju. Położyłam moja torbę na łóżko. Wyjęłam telefon z mojej kurtki, którą nie potrzebnie wzięłam, ale przezorny zawsze ubezpieczony, spojrzałam na godzinę była 15.37. 
- Vick, o ktorej jest ta dziecinada? -wykrzyczałam rzucając telefon na łóżko. 
- O 19.00, a która jest?
- 15.37, to zbieramy sie już czy chcesz cos porobić? - spytałam stając w progu, łączącym nasze pokoje.
- Hmm... Nie wiem a co tu można zwiedzić? - wykrzyknęła, chyba nadal nie wiedząc, ze tu jestem.
- Tu jestem. - odchrzknełam.
- Aaa, to co nic nie mówisz a ja się drę. - powiedziała robiąc nabirmuszoną minę. Przewróciłam teatralnie oczami, po czym spytałam sie czy mam sie rozpakowywać. W odpowiedzi usłyszalam lekkie prychnięcie. 
- Wezmę to za tak! -skomentowałam.
Otworzyłam moja torbę i zaczęłam sie rozpakowywać. Wyjęłam z niej moja czarna sukienkę, podeszłam do szafy i ją otworzyłam. Szafa na drzwiach miała wielkie lustro. W środku znajdowało sie kilka przegródek. Miejsce na buty, półki na koszulki i dżinsy, i miejsce na sukienki i koszule. Na szczęście było tam kilka wieszaków, dzięki czemu mogłam powiesić moja sukienkę. Po chwili wypakowałem tez moje buty i biżuterie na, która tez znalazła sie przegródka. Mój strój "wyjściowy" był gotowy. Powieszilam jeszcze ciuchy na zmianę, bo te były już trochę brudne od mojej saltaki... Wyjęłam kosmetyczkę i ruszyłam z nią do łazienki. W pewnym momencie usłyszałam śpiew Vicki. Zaśmiałam sie lekko pod nosem dalej kontynuując moja daleką podróż. Blondynka zapewne śpiewała jedna z piosenek tego typka... Którego dziwnym trafem zapamiętałam dosyć dokładnie od naszego ostatniego spotkania... Weszłam do łazienki i tak jak myślałam wyglądały one identycznie. Różnica była malutka. Ja pod swoim lustrem miałam szereg malutkich światełek, które nadawały temu pomieszczeniu jeszcze większy chatakter księżniczki... W ogóle to do mnie nie pasowało. I znowu przyszło to dziwne uczucie... Powiem delikatnie, ze ja olałam. Wielam sie dalej za rozpakowywanie moich kosmetyków. FUCK wiedziałam, ze czegoś zapomniałam... 
- Blondi!! - krzyknęłam. - zabrałaś z sobą mój lawendowy szampon? 
- Yyy, poczekaj zaraz sprawdzę. Po kilku sekundach znowu odkrzykneła. 
- Tak mam! Już leży u ciebie na łożku! Odwróciłam sie i zobaczyłam jak szampon wylatuje z drugiego pokoju na moje wyrko. 
- Ok dzięki! 
- Spoczko! Tylko sie juz powoli zbieraj, bo jest juz 17.08 !! - krzyknęła Vicki. Chyba ma racje. Wyszłam z łazienki zabrałam szampon i wróciłam z powrotem do białego pomieszczenia. 
- Okey, to ja ide pod prysznic! Tobie tez to radzę kocie! - powiedziałam.
- Sugerujesz coś?
- Ja?! Nigdy! - powiedzilam śmiejąc sie pod nosem. Wiedziałam, ze blondynka zapewne przewraca teraz swoimi niebieskimi oczami. Zamknęłam za sobą drzwi. Zdjęłam z siebie wszystkie ciuchy rzucając je na blat w łazience. Weszłam pod prysznic, po czym odkręciłam wodę... Od razu lepiej.. Ciepła woda spływająca po moim ciele. Czułam jak wszystkie wydarzenia z dzisiaj splywaja ze mnie razem z wodą. Przypomniało mi sie tylko jedno, ten tajemniczy chłopak, i ten jego łobuzerski uśmiech... To wszystko jakby nie chciało ze mnie zejść. Nawet same spotkanie Bieber'a poszło bardziej w zapomnienie. Ale mogłabym przysiąść, że juz gdzieś widziałam ta wyrazistą szczękę... Nie wiem. Chce, żeby to z mnie zeszło. Nałożyłam na rękę troche mojego lawendowego żelu i wtarlam go dokładnie w moja skore. Szybko się wydepilowałam, bo niechciałabym mieć widocznych włosów na nogach, kiedy miałabym sukienkę. Umyłam włosy rumiankowym  szamponem, ktory rzuciła mi Vicki, dokładnie wmasowując go w skore głowy. Obymyłam sie całkowicie z płynów. Stałam jeszcze chwile pod natryskiem, nadal rozmyślając o Justinie, o tym jak na niego zareagowałam... Wyszłam spod prysznica i wytarłam sie puchtym ręcznikiem, ktory wisiał koło szlafroka. Gdy byłam juz sucha, wsmarowałam w swoje ciało balsam lawendowy. Owinelam ręcznikiem swoje ciało, a włosy zwinelam w turban. Wyszłam z łazienki i zajrzałam do pokoju przyjaciółki. Vick nie było w pokoju, nadal była w łazience w dodatku śpiewała piosenki Bieber'a. Chyba... Niewiem. Ale słyszałam jak juz ta śpiewała. Cofnęłam sie z powrotem do swojego pokoju aby wyjąc z szafy moje ciuchy. Zgarnelam z wieszaka sukienkę, czarny stanik i czarne majktki bez szwów. Wzięłam po drodze iPhone'a. Była juz 17.33. Okazało sie,ze prysznic nie zajął mi tak dużo czasu jak myślałam. Odłożyłam moje rzeczy na blat. Musiałam wysuszyć włosy... Zaczęłam szukać suszarki po szafkach. TUTAJ jest nawet suszarka!! Ale co sie dziwić, przecież to jakiś 10 gwiazdkowy hotel!
Rozwinelam turban uwalniając moje włosy, po czym zaczęłam je rozczesywać. Gdy juz moja szczotka nie wyczuła, żadnych kołtunów postanowiłam je wysuszyć. Po kilku minutach juz były w miarę suche. Zdjęłam ręcznik, ktory znajdował sie na moim ciele, po czym ubrałam bieliznę. Moje włosy sterczały ma prawie wszystkie strony świata. To przez ta głupia suszarkę ! - zaklnelam sie w myślach. Wzięłam do ręki szczotkę i jeszcze raz je rozczesalam. Teraz lepiej.  Znów są proste - powiedziałam do siebie zerkając w lutro. Podniosłam z blatu moja sukienkę, aby ja ubrać. Była dosyć obcisła u góry, dlatego tam był większy problem. Gdy juz ja założyłam jakimś cudem udało mi sie ja zapiać. Następnie użyłam mojego dezodorantu i moich ulubionych perfum. Spojrzałam na siebie w lustrze i stwierdziłam, ze owszem ludzie mogą mnie teraz tak oglądać... Spojrzałam na moja twarz była... Zwykła. Przeszukałam kosmetyczkę w nadzei, ze mama chociaż raz sie mnie nie posłuchała, i wcisnęła mi to g*wno... Jest!!! Znalazłam ten tępy eyeliner, tusz do rzęs, brązer oraz... Chwileczkę po cholerę mi cienie do powiek?! Chociaż może sie dzisiaj przydać.. Po raz pierwszy w życiu wyjdę do ludzi w makijazu. Najpierw nałożyłam delikatnie palcem cień na powieki, po czym zrobiłam kreskę eyelinerem, użyłam tuszu do rzęs a na koniec nałożyłam brązer na moje wystające kości policzkowe. Spojrzałam na moje dzieło z daleka. Było... Ładnie. Wyszłam z łazienki i od razu pobiegłam do szafy. Wyjęłam z niej moja biżuterie. Podniosłam torebkę i zaczęłam pakować telefon, chusteczki,
pieniądze, bo portfel sie nie mieścił i chusteczki na wszelki wypadek. A... I przydałoby mi sie jakieś buty... Podbiegłam do szafy wiedząc, ze zaraz musimy wychodzić. Nałożyłam na stopy czarne szpilki. Wyjęłam telefon aby sprawdzić godzinę. 18.19. Nie zdążę juz zadzwonić do Davida. Lepiej do niego napiszę.

Hej, ja juz ide na koncert z Vick. 
Odezwę sie pózniej, bo mega 
sie spieszymy!!
Kocham cię 

Chyba...
Od razu dostałam odpowiedz.

Hejka skarbie, mam nadzieję,ze 
będziesz na siebie uważać! 
Miłej zabawy
Kocham sie księżniczko :*

Uśmiechnęłam sie lekko do telefonu. Przypomniał mi sie nasz "sąsiad". Jakim cudem przypomniał mi sie w tym momencie. Nie wiem czemu, ale... chyba mi sie podobał... Na sama myśl o nim pojawiało sie to uczucie... Nie to nie możliwe!!  Ja mam chłopaka!! Którego kocham!!... Chyba... Juz sama nie mam pojęcia co sie z mną dzieje. Kiedy z tad wyjadę to wszystko sie w końcu skończy. Spojrzałam jeszcze raz na telefon i na sms'a od niego. To wszytko wydawało mi sie sztuczne. Jakbyśmy odgrywali sztukę... Nagle to długie uczucie do niego jakby zanikało. Co się z mną dzieje?...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział juz gotowy mam nadzieje, ze sie wam podoba!  Został podzielony na dwie części, bo był za długi ... Druga cześć juz w krótce❤️
Buziaki Wikaxxx25




wtorek, 29 marca 2016

Rozdział 6

Rozdział V|
"Szok"

Spojrzałam szybko na Vick, która nadal nagrywała. Usta miała otwarte, oczy osłonięte szklaną otoczkę przez co były jeszcze bardziej niebieskie a na jej twarzy widniał krwisty rumieniec. Nastepnie przeniosłam wzrok na czarnego Jeep'a. Chłopak był skoncentrowany na drodze, ale chwilowo na jego twarzy pojawiło się zdziwienie... Kiedy tak patrzyłam na jego samochód doszłam do wniosku, że przed chwilą ujrzałyśmy prawdziwą gwiazdę,i tym razem faktycznie na nas zwróciła uwagę. To był pieprzony JUSTIN BIEBER! Po chwili zrozumiałam, że nadal wpatruje się w samochód Bieber'a. Podniosłam wzrok i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Zdumiony wpatrywał sie w mnie, najwyrażniej próbując rozkminić o czym teraz myślę. Spuściłam wzrok posyłając mu nieśmiały uśmiech, którego miałam nadzieję, że nie zauważy. Po chwili na moim ramieniu spoczeła ręka Vick. Dzieewczyna płakała.
- O kurwa! Am czy ty to widziałaś! - wykrzyczała wskazując palcem na miejsce gdzie przed chwilą stał samochód. A więc już odjechał ...
- T-tak. - wyjąkałam, wracając do tego co stało się kilka minut wcześniej. Nie spodziwanie na mojej twarzy pojawił się rumieniec, który próbowałam ukryć za włosami.
- O MÓJ BOŻE!! Ja w to nie wierzę! Co on tu robił?! - wykrzyczała  najwyrażniej nie zauważając mojego rumieńca.
Za nami rozległo się głośne trąbniecie, po czym ktoś otworzył okno i kazał nam się ruszyć bo blokujemy ruch.
Spojrzałam w wsteczne lusterko i faktycznie za nami był spory korek. Gdy miałam zamiar nacisnąć na pedał gazu, usłyszałam otwieranie się drzwi. Vick wysiadła z samochodu! Wyłączyłam silnik i wybiegłam za nią. Ujrzałam ją idącą do samochodu faceta, ktory zaczał sie na nas wydzierać. Na jej tawarzy malowała burza gniewu. To nie wróży najlepszego.
- Czy ty wiesz, co tu się do cholery stało?! - wykrzyknęła facetowi w twarz. Ten zdzwiony wlasnie chciał cos powiedziec gdy blondynka wydarła sie jeszcze głosniej.
- TU - powiedziała wskazując na puste miejesce parkingowe - stał przed chwila JUSTIN BIEBER do cholery! Więc jak łaskawie przestaniesz wydzierac ryj żebysmy się ruszyły to wtedy obiecuję, że nigdy mnie nie zobaczysz, a jezeli nadal chcesz udawac twardziela to zapamiętasz mnie do końca żyvia!!
Facet najwyrazniej tak samo zdziwiony zachowaniem Vicki tak jak ja, lekko skinal glowa w gescie przytakniecia.  Podeszlam do blondynki i pociagnelam ja a reke do samochodu, przepraszajac spojrzeniem faceta z kolkiem. Otworzylam drzwi od strony pasazera i wepchnelam ja do srodka zatrzaskujac z nia drzwi. Obeszlam samochod i wsiadlam za kierownica. Wlaczylam silnik i zaparkowalam samochod. Blondynka wpatrywała się w mnie z zdziwieniem.
- Co to do cholery było?- spytała w konću.
- Mogłabym zapytać o to samo ciebie. Co to miało znaczyc? A jakby to był jakiś nie zruwnoważony psychicznie facet ? Albo jakby byl uzbrojony? Pomyślałaś o tym?! Co ty kurwa myślisz?! Co by on mógł Ci zrobić ajkby tak było! Do jasnej cholery to moja wina, że nie ruszyłam się z miejsca... - powiedziałam ostatnie zdanie chowając twarz w dłoniach. - jakby Ci się coś stało nigdy bym sobie tego nie wybaczyła...
- Oj Ami... - powiedziała moja przyjaciółka przytulając mnie do swojej piersi. - Ale, Ej nie mazgaj się. Nie przemyślałam tego z takiej strony... po prostu... - westchneła kręcąc przecząca głową - to był on Justin, chciałam iść i go całować, powiedziec jak bardzo go kocham ale moje ciało mnie nie słuchało... Czułam się jak wtedy w szpitalu... Chciałam cos zrobić ale moje ciało odmawiało. I gdy nadeszło to wspomninie, i ten facet sie wydarł.. to...  wybuchłam.
- Vicki - spojrzałam na nią przepraszającym wzrokiem - nie wiedziałam, myślałam, że ten wypadek mamy już za sobą. Wiesz ,że cie kocham i nie pozwoliłabym ,aby ktoś cię skrzywdził. Przecież mnie znasz od dziecka.
Odsunełam się lekko od brunetki, aby spojorzeć jej w oczy.
- Hej- powiedziałam ocierając jej łze z policzka. - Nie płacz. Wiesz, że tego nie lubię... Chodz tu do mnie.
Otworzyłam ramiona gotowa do uścisku ,po czym Vick uścisneła mnie mocno.
- Może lepiej już chodźmy, bo ludzie się na nas patrzą. - powiedziałam rozglądając się po ulicy.
- Okey. - powiedziałam blondynka ocierając ostatnia łze z policzka. - A tak w ogóle, to jak myslisz co on tu robił?
- Nie wiem - odparłam otwierając bagażnik.- A może ma tu hotel? Katem oka spojrzałam na blondynkę, która otworzyła szerzej oczy.
- Myslisz?!.. Nie to nie możliwe on miał rezerwacje w Heathmanie. - odparła z nutką opuszczającej nadziei.
- Masz swoją torbę, nie wiem co w niej masz ale jest cholernie ciężka..- odpowiedziałam podając jej torbę. - Idziemy.
Zamknełam bagaznik po czym, na pilociku nacisnełam przycisk dzieki ktoremu wszytskie drzwi sie blokuja i wlacza sie alarm. Przeszlysmy przez ulice, nastepnie weszlysmy przez obrotowe drzwi hotelu. Hotel był cudowny. Naprzeciwko obrotowych drzwi było ogromne białe schody, które na piętrze się rozdzielały i szł dalej, podajże ,że do 12 pietra. Po prawej stronie były umieszczone 3 windy, które były rozdzielone wysokimi lustrami, przywierającymi do ścian. Po lewej stronie schodów znajdowała się dosyć spora recepcja, za którą stały 2 młode kobiety. Wyglądały na 20 lat. Obie były blondynkami, a na ich czubku głowy można było dostrzec odrosty. Spojrzałam w górę gdzie ujżałam zwisający, ogromny żyrandol z szlachetnych białycj kamieni. To miejsce było bajeczne!  Wszytsko było tu takie idealne. Poczułam się nieswojo... Nie pasowałam tu. Spojrzałam na swoje "niedopasowane" ubarnie. Moje wytarte dżinsy i białe Conversy, które były tak stare jak świat..  Nie pasowały tu. Próbowałam delikatnie   zakryć moją parką neonową bluzę, która w tym pomieszczeniu była za bardzo wyrazista i wyglądała co najmniej śmiesznie. Spojrzałam na Vicki, która też była pod lekkim wrażeniem. Ale co tu się jej dziwic jej ojciec jest milionerem... A mimo tego kocham tą istotkę nad życie. Ona nie jest w najmniejszym calu podobna do swojego ojca. Jest podobna do matki. Skromna, ładna, kulturalna i przede wszytskim jest zawsze sobą. Mimo, że czasmi denerwuje mnie jak nikt inny.
- Chodź -powiedziała Vick wyrywając mnie z rozmyśleń, i pociągając lekko za moją dłoń. Ruszyłam za nią do recepcji.
- Witamy w hotelu "The Royal", w czym mogę pomóc? -spytała jedna z blondynek. Z jej plakietki dało się wyczytać, że ma na imię Gabriella. Była dosyć ładna. Jej twarz była wyrażnie pokryta ilością tapetu. Mogłabym się założyć, że bez niej byłoby jej lepiej.
- Dzień dobry, mamy tu rezerwację - powiedziała wskazując na nas ręką. - na nazwisko Benjamin Bruce. - powiedziała spokojnie jakby robiła to już od dawna.
- Już chwileczkę - powiedziała kobieta, zerkając na komputer w którym najwyrażniej sprawdzała rezerwację. - Hmm, tak jest a mogłabym prosić o pańską godność? -spytała patrząc ciemnymi oczami na Vick.
- Vicktoria Anastasia Bruce. - powiedziała, spoglądając ukradkiem na komputer blondynki.
- Tak, zgadza się, prosiłabym jescze o pani podpis... - powiedziała Gabriella, wyjmując z szuflady arkusz papieru. - tutaj. Muszę potwierdzić o przybyciu twego ojca. - dodała.
Vicki spojrzała się na mnie po czym wzieła do ręki długopis i jednym płynnym ruchem złożyła podpis.
- Czy to wszytsko? - spytała moja blondynka.
- Tak, zaprowadzę panie do waszego apartamentu. - powiedziała recepcjonistka wychodzą zza biurka.
Podniosłyśmy torby z ziemi i ruszyłyśmy za panią Gabriella. Podeszłyśmy do wind, gdzie blondynka wcisneła guzik, który ją przywołuje. Po paru sekundach drzwi się otworzyły. W windzie znajdował się mężczyzna w lużnuch dresach, krok miał na wyskości kolan. Miał ciemną bluzę, czapkę z daszkiem nasuniętą mocno na twarz okrytą kapturem z której wystawało parę blond włosów, na twarzy można było dostrzec czarne okulary, które całkowicie zasłaniały mu oczy. Gdy wszystkie trzy weszłyśmy do windy postawiłam torbę na ziemi i stanełam obok chłopaka, gdy recepcjonistka wisneła guzik, który prowadził na 8 piętro. Oparłam sie o ścianę. Ukradkiem spojrzałam na chłopaka. Miał bardzo wyrazistą szczękę. Przypominał mi kogoś wydawało mi się, że juz gdzieś go widziałam. Ale... nie. Mam jakieś schizy. Ciemny blondyn jechał z nami do końca, pięknie pachniał. W całej windzie można było to wyczuć a ja jak idiotka zorientowałam się dopiero teraz. Gdy drzwi się otworzyły, schyliłam się po torbę niechcący muskając jego dłon palcami. Chłopak lekko zesztywniał, po czym usmiechnął sie pod nosem. Natychmiast odwróciłam od neigo wzrok. Szybko chwyciłam za torbę i wymaszerowałam szybko z tego pomieszczenia za Vick i Gabriellą. Szłyśmy długim korytarzem, a za nami szedł nieznajomy. Na mojej twarzy pojawił się  delikatny rumieniec. Po dotarciu na prawie koniec korytarza. Gabriella przesuneła karta po czytniku, dzięki ktoremu dzrzwi się otwierały. Obejrzałam się  na tajemniczego blondyna. Uśmiechnął się szyderczo. Obok nas byly jeszcze jedne drzwi prowadzące do następnego pokoju. Blondyn zmierzał w ich kierunku. Ciągle mu się przyglądałam najwyrażniej wyczuł na sobie mój wzrok i uśimiechnął się szerzej. Wyjął z tylnej kieszeni taką samą karte po czym zrobil z nią to samo co Gabriella. I nagle moje serce zamarło... Ten, że tak to ujmę idealny chłopak miał pokój koło nas. Na całej ziemi i z wszytskich hoteli na świecie oraz pokoi w tym hotelu, musiał wybrać ten?! Wszedł do środka po czym zamknął drzwi. Amanda ogarnij się to przecież zwykły chlopak. Podpowiadała mi moja podświadomośc. I chyba ma rację... Boże kogo ja tu oszukuje ten chłopak to wręcz ideał. Dobra już ogarnij się. Wziełam dwa glebokie oddechy i weszłam do środka...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Już 6 rozdział mam nadzieję, że się wam spodobał! Piszcie w komach co myślicie. ;) Podsuwajcie pomysły, chętnie będe korzystac!! Przepraszam za tak długa nieobecność!! Mam nadzieję, że nie zanudzam was tym opowiadaniem na śmierć!! Następny rozdział będzie dłuższy! Obiecuje !!! <3 Uwaga rozdział nie był dokładnie sprawdzany więc przepraszam za wszystkie blędy!! Miłego czytania! Btw. jeżeli macie jakieś pytania to piszcie na Ask'u!!

Buziaki Wikaxxx25 <3


niedziela, 6 marca 2016

Rozdział 5

Rozdział V
"To ten dzień..."

Jak zaplanowałam budzik zadzwonił o 5.30. Ale niestety nie na tyle głośno by obudzić Vicki... O 7.00 powinnyśmy być już spakowane i gotowe do wyjazdu. Stwierdziłam, że przenocujemy jedną noc po koncercie w hotelu, bo zapewne będziemy tak pijane, że za kółkiem nie siądę, ja ani Vick. Postanowiłam jeszcze nie budzić Vick. Wygramoliłam się spod jednego koca, bo resztę miała piękna blondynka, po cichutku skoczyłam na górę. Z pokoju, przeszłam do szafy z, której wyjęłam jasne dżinsy z wysokim stanem, szarą bluzkę z znaczkiem supermena i neonowa różową bluzę. Postanowiłam , że w sukienkę przebiorę się dopiero przed koncertem w hotelu. Po drodze do łazienki zgarnęłam także bieliznę. Cały mój ekwipunek położyłam na szafce, po czym weszłam pod szybki prysznic. Dokładnie umyłam się żelem waniliowym,  Ok. 25 minut później, byłam już ubrana, uczesana i nie umalowana, bo i tak tego nigdy nie robię. Po wyjściu z łazienki wyciągnęłam moją sportową torbę i spakowałam w nią rzeczy na zmianę w Stratford. Zgarnęłam torbę i telefon na, którym była już 6.08. Wybiegłam z pokoju do kuchni, planując jak skutecznie obudzić Vicki. Blondynka jeszcze smacznie spała, ale niestety trzeba ją postawić na nogi inaczej się spóźnimy.
- Vick, wstawaj. - powiedziałam delikatnie szarpiąc ją za ramię.
Brak oznak życia.
- Vicki, - i w tej chwili doznałam olśnienia - czytałam przed chwilą na Twitterze, że przesunęli koncert Bieber'a, i będzie 2 godziny wcześniej!
Vick natychmiastowo zerwała się z łóżka mając nadal zamknięte oczy.
- Jedziemy! Teraz! Ja już się ubrałam...- powiedziała śpiąca królewna.
- Ale ty nadal jesteś w piżamie...
- A racja... Daj mi 10 minut i wyjeżdżamy. - powiedziała ziewając.
Gdy księżniczka wchodziła ospałym krokiem na górę, ja postanowiłam ją spakować. Wzięłam nasze torby z zakupami, po czym postawiłam je na przedpokoju. Następnie zgarnęłam torbę Vick i przejrzałam czy ma w niej rzeczy na zmianę, tak ma, wiec teraz tylko ja postawić i zrobić sałatkę na wynos. Wyjęłam z lodówki sałatę, pierś z kurczaka w śmietanie przygotowaną wcześniej przez mamę, ser feta i sos włoski. Wszystko wymieszałam z sobą i wrzuciłam do dwóch lunchbox'ów. Wzięłam je, telefon i klucze. Położyłam je na komodzie w holu. Wtedy zeszła Vicki, świeża i ładna jak zawsze...
- Musimy już jechać? Serio przełożyli koncert? - spytała Vick, zapewne znając odpowiedź.
- Nie, bo jakby tak było, dowiedziałabyś się o tym pierwsza, ale musiałam cie jakoś podnieść z łózka.
Moja odpowiedź brzmiała dosyć sensownie, a wyraz twarzy Vick to potwierdził.
- Okey, ale i tak musimy już się zbierać jest już 6.30. Przygotowałam nam sałatki na drogę, więc zabierz je a ja wezmę torby. - powiedziałam, delikatnie pośpieszając ją głosem. Vick najwyraźniej lekko rozbawiona tym faktem, wykonała moje polecenie.

- Czyli na pewno wszystko wzięłyśmy? - spytałam
- Tak! pytasz się setny raz! Sprawdziłyśmy już wszystko z mojej listy, co oznacza zabranie tego co trzeba!! - powiedziała, najwyraźniej rozdrażniona tym faktem.
- Daj mi tą listę. - Powiedziałam wyrywając jej kawałek papieru z rąk. - Co?! Gdzie masz tego Pendrive'a?
Ty chyba nie uważasz, że... NIE!! NIE MA TAKIEJ OPCJI!! Nie, nie będę  go słuchać!! -  powiedziałam wyraźnie rozdrażniona.
Vick najważniej zaskoczona moim napadem złości, próbowała to ukryć pod złą miną.
- Pff... Nawet jednej piosenki nie zniesiesz? KOBIETO jedziesz na jego koncert!
I trafiła w sedno... Jestem idiotką, co ja wyprawiam, niech już sobie słucha tego idioty, którego IQ równa się zeru. Ja idę na jego koncert... I robię to tylko, żeby mieć to z głowy... Dla świętego spokoju.
- Okey.. Jedna piosenka, może być "Thought of you" , bo to jeszcze zniosę.
- Jesteś super!! - powiedziała dając mi szybkiego buziaka w policzek.
Mówią, że kobieta zmienną jest, ale to... wow... to się raczej nazywa "Uwaga!OKRES nadchodzę!!"...
Vick po jeszcze jednym, krótkim spojrzeniu na mnie włożyła Pendrive'a do USB. Po czym rozległa się melodia piosenki. Szybko włożyłam kluczyk do stacyjki, przekręciłam go i nie ostrożnie wyjechałam z podjazdu, próbując uciec od tej muzyki....

Podróż minęła całkiem, całkiem. Zjadłyśmy naszą ulubiona sałatkę, która robiłam na ostatnią chwile.
Spróbowałam trochę wyluzować, i było całkiem spoko. Miałyśmy taki Happy Car. Śpiewałyśmy razem do wszystkich piosenek, co prawda nie znałam do prawie żadnej tekstu, więc wymyślałam do niej moje własne słowa. Uważam, że nawet moje wykonania i fałsze były lepsze od Bieber'a.

- Okey, to chyba tu. - Powiedziałam podnosząc głowę na piękny 5 gwiazdkowy hotel ". Był cały biały, wyglądał bardzo nowocześnie, ale miał nutkę retro. Okna były bardzo duże, a większość zasłonięta białymi zasłonami, inaczej każdy by widział co się w danym pomieszczeniu dzieje.
- Wow. Twój ojciec się na serio postarał i jeszcze ten widok na rzekę... Wow. - wykrztusiłam.
- No racja. Nie źle to wygląda, ale lepiej znajdź jakieś miejsce parkingów. Tylko gdzieś w pobliżu, bo nie chce mi się tego wszystkiego nosić. Krążyłyśmy dobre 15 minute w kółko, aby jak najmniej oddalić się od hotelu, którego potem z pewnością nie znajdziemy.
- Tam!! - krzyknęła wskazując palcem na czarnego Jeep'a. - On wyjeżdża! Wjeżdżaj tam szybko!
Wcisnęłam gaz do dechy i w sekundzie znalazłam się za samochodem , który typował.
- Co za idiota! Nie umie nawet wyjechać, kręci się i kręci- powiedział poirytowana tym faktem.
Vick schyliła się nade mną i wcisneła klakson. Nawet nie chciałam jej powstrzymywać, bo sama miałam taki zamiar. Patrzyłam się na nią to na samochód. Chciałam coś powiedzieć, gdy zobaczyłam, że samochód gaśnie, zatrzymałam wzrok na nim. Od strony pasażera wysiadł jakiś goryl. Spojrzałyśmy się na siebie z Vick i zamarłyśmy. Facet wyglądał na 30 lat, był napakowany, i dosyć wysoki a przy tym także szczupły, włosy miał ciemne, chyba brązowe. Gdy zapukał w okno dopiero wtedy odzyskałyśmy przytomność.
- Czy mogłyby sie panie troszkę odsunąć w tył, bo kręcimy się tak od 3 minut próbując wyjechać. - powiedział poważnie patrząc mi w oczy. Zrozumiałam, że jeśli bym odmówiła źle by ze mną było.
- Tak, już przepraszam bardzo nie wyglądało to tak jakby pan wykręcał... -powiedziałam skierowując wzrok na samochód.
- Pani wybaczy ale to nie ja prowadziłem. Tym razem. - I odwrócił się w stronę samochodu.
Dopiero teraz zobaczyłam, że ma Bluetooth'a w uchu. On jest naprawdę gorylem!! Odwróciłam się do Vick aby ją poinformować o nagłym odkryciu. W tym czasie okno z czarnego Jeep'a opadło i osoba siedząca za kierownica krzyknęła do goryla.
- Mike, możemy już jechać?
Ochroniarz podniósł głowy i jej  kiwnięciem  nas pożegnał co odwzajemniłyśmy. Odarazu zmieniłam bieg i wycofałam samochód w tył. Osoba za kierownicą wystawiła ręke i dała nam znak, że już okey. Po czym opuściła całe okno aby widzieć jak tyłuje. I oczom nie mgłyśmy uwierzyć to był sam Justin Bieber! Viick spojrzała się na mnie, ale ja nie mogłam tego odwzajemnić, to było za trudne. Ledwo powstrzymałam śmiech. Justin BIEBER nie umie jeżdzić samochodem! O boże... Justin najwyrażniej zobaczył mine blondynki, która nie wiem kiedy wyjeła telefon i zaczeła nagrywać, uśmiechnął sie do niej jednym z tych swoich uśmieszków, na co ona prawie tam wyszła z siebie z radości. Obserwowałam Vick nawet nie zwracając uwagi na Gwiazde. Byłam w szoku, że tak malutki gest człowieka może tak wpłynąć na człowieka. Gdy odwróciłam się w stronę samochodu brunet wpatrywał się w mnie, chyba chciał zrobić z mną to samo co z Vick, tylko był jeden problem nie lubię go!! Gdy się do mnie uśmiechnął przewróciłam tylko oczami, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że nie jestem jedną z nich. Bieber najwyraźniej zdziwiony wycofał swój samochód, przy czym zwolnił miejsce parkingowe, gdzie ja mogłam spokojnie wjechać i zaparkować...

sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 4

Rozdział |V
"Już blisko…"

- A po co właściwie jedziemy do tej Galerii?- spytała już mniej uśmiechnięta Vicki.
- Bo muszę sobie kupić bluzę na W-F. A przy okazji chyba będziesz chciała coś kupić na koncert?- powiedziałam zabawnie poruszając brwiami.
- No to jak jedziemy? - odezwała się szeroko uśmiechając.
Po tych słowach jeszcze raz spojrzałam się na Vicki, pokręciłam głową i przekręciłam kluczyki w stacyjce. Samochód wydał z siebie głośny odgłos. Wykręciłam z podjazdu i zmierzyłyśmy w kierunku sklepu.

-To dokąd najpierw - spytała moja towarzyszka.
- Chyba zaczniemy od Gap'a bo tam znajdę bluzę a potem się poszwendamy i znajdziemy ci sukienkę… Chyba ,że masz inną myśl stroju?- powiedziałam idąc w stronę sklepu.
- Hmm… nie raczej sukienka i tak nie będzie tam dużo ludzi. Obydwie spojrzałyśmy się na siebie i wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem.
- Nie ale już tak na poważnie to masz jakiś pomysł?- spytałam próbując być bardziej poważna.
- Szczerze… Nie. Ale przyszło mi coś do głow…
- Woooow!! Vicki! Tobie przyszło coś do głowy!! Widzę postępy- wykrzyczałam przerywając jej. Vicki spojrzała się na mnie chłodnym wzrokiem. Najwyraźniej próbowała byc poważna ale nie wychodziło jej to teraz.
- Wiesz co - powiedziała spokojnie - A może mi powiesz w co ty się ubierzesz? Bo chyba nie pójdziesz w dżinsach?
- No nie wiem … Miałam taką nadzieję. Ja idę tam tylko dla ciebie. Nie mam się po co stroić. Ty też nie… Jest szansa jeden na milion ,że nas tam zauważy. Znaczy ,że ciebie zauważy. - powiedziałam uśmiechając się.
- No to cię oświecę. Mamy miejsca w Pit J. Najbliżej sceny. Bliżej się nie dało. - powiedziała lekko oburzona Vicki, tak jakbym myślała ,że wykupi miejsca gdziekolwiek indziej.
- Aha. - Zdziwiłam się ,że tylko tyle zdołałam z siebie wydusić.
- To jak w co się ubierasz?- spytała blondynka nadal ciągnąc temat.
- Nie wiem . - powiedziałam wchodząc do sklepu.

- Okey, skoro ty kupiłaś sobie szarą bluzę i buty Nike. To teraz czas na mnie - Spojrzała na mnie swoimi głębokimi niebieskimi oczami. Przytaknęłam i ruszyłyśmy do Zary. 

- To ,która ta czy ta?- spytała zrezygnowana blondynka.
- Ta! - Wzięłam do ręki sukienkę w kolorze pudrowego różu z rozkloszowaniem na dole.- Do niej założysz cieliste szpilki i coś tam wymyślisz... A teraz chodźmy już stąd bo nogi mi odpadną!
- Okey, Okey.... A ty? -spytała
- Ja biorę taką samą jak ty tylko czarną! Idziemy!- złapałam dziewczynę za rękę i pociągnełam w stronę kasy.
- Dzień dobry. -powiedziałam uśmiechając się w stronę ekspedientki.
- Dzień dobry. Mam liczyć razem czy oddzielnie? - spytała się brunetka patrząc na mnie a następnie na Vicki.
- Oddzielnie- powiedziała blondynka.
Z tego co dało się wyczytać z jej plakietki miała na imię Susan. Susan wzięła do ręki czarną rozkloszowaną sukienkę,  czarne szpilki i małe czarne perły ,które miałam podobno założyć...
- To będzie 439.98zł.
Podałam jej wyznaczoną kwotę i zabrałam torbę z lady. Vicki zapłaciła podobnie ale ona kupiła jeszcze biała  kolię i takie tam.
- To wracamy już?- spytałam szczęśliwa powrotem do domu.
- Tak- powiedziała moja towarzyszka odwzajemniając uśmiech.
Po chwili usłyszałam telefon i piosenkę Sunrise Avenue - Fairytale Gone Bad. Miałam ja ustawioną tylko dla jednej osoby. Davida. Przełożyłam torby w jedną rękę a drugą wyjęłam telefon z kieszeni. Odebrałam.
- Halo?
- Hej kochanie , gdzie jesteś?
- Hej z Vicki na zakupach, a czemu pytasz?
- A nic tak sobie myślałam ,że może wpadnę na chwilę do ciebie?
-Yyy... hmmm.. Vick u mnie nocuje ale jak chcesz to wpadaj, tylko ostrzegam ,że będą to babskie sprawy.
- Aha. Nie okey spoko, spoko pójdę do Matta. Wolę wam nie przeszkadzać. - powiedział brunet prawdopodobnie  śmiejąc się pod nosem-  Dobra to ja już nie przeszkadzam. Miłej zabawy. Pa.
- Pa.
Schowałam telefon do kurtki i poczułam na sobie wzrok Vicki.
- Co? - Spytałam podnosząc głowę.
- Co to było?
- Ale co?
- To. Czemu go tak spławiłaś ?
- O jejku nie przesadzaj. Chciałam spędzić trochę czasu sama. A raczej z tobą pogadać i w ogóle. Nie mogę?
- Możesz - powiedziała blondynka a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Gdy zobaczyła ,że się na nią patrzę , odwróciła do mnie głowę i mnie przytuliła.
- Dzięki ,że jesteś. -powiedziała odrywając się  ode mnie. - Ale i tak uważam, że powinnaś inaczej zareagować. Wymieniłyśmy się uśmiechamy i ruszyłyśmy w stronę samochodu.

Vick właśnie skoczyła do domu po piżamę  a ja ogarniam filmy na wieczór. Ustaliłyśmy w drodze, że śpimy w salonie. Wybrałam 2 filmy James'a Bond'a - Skyfall i Spectre . Tylko dwa bo jeden trwa 2,5 h,  a żeby zrozumieć Spectre trzeba obejrzeć Skyfall, bo w porównaniu do innych filmów James'a tylko te dwa nawiązywały do siebie. I szczerze powiem ,że uważam... Jedyny facet, który dobrze wygląda w garniturze to ... Daniele Craig. Wiem, że jest stary ale w tym idealnie dopasowanym garniturze... mmm... pyszka. Dobra koniec z filmami. Poszłam na górę znieść 4 koce i jak najwięcej poduszek. Ułożyłam dwa koce na dywan, żeby w nocy nie zaczęło mi śmierdzieć skarpetkami. Nie było by za fajnie... Położyłam poduszki na koce od największej do najmniejszej. Wszystko było idealnie.. PRZEKĄSKI!! Kurde zapomniałam. Pobiegłam szybko do szafki z słodyczami. Otworzyłam ją, ale na szczęście mama postarała się i zostawiła "zapasy". Wzięłam 2 paczki czipsów solonych i wsypałam do miski. Popcorn wstawiłam do mikrofali na 3 minuty. Postanowiłam  też na stole postawić orzeszki w karmelu i M&M's z masłem orzechowym. Po chwili nastawione wcześniej urządzenie zaczęło się prosić  o uwagę. Pobiegłam spełnić jego życzenie i wzięłam gorące opakowanie w ręce.
- F*ck - zaklnełam cicho pod nosem tym samym opuszczając popcorn na ziemię. Po czym włożyłam palce pod zimną wodę. Kiedy już było okey zakręciłam wodę, sięgnęłam po ścierkę i przez nią podniosłam opakowanie z rozgrzaną kukurydzą. Otworzyłam je a zawartość wsypałam do wcześniej przygotowanej miski. Wszystko zaniosłam i ułożyłam ładnie na stoliku do kawy. Przyniosłam jeszcze z kuchni dwie butelki coca-coli i byłam już gotowa. Lekko zmęczona opadłam na kanapę, zerknęłam ns telefon była już 19.00, Vick zaraz powinna być. Zdecydowałam szybko przejrzeć Twitter'a. Nic ciekawego. Co tu się dziwić nie mam za ciekawych znajomych. Nie licząc Vicki ,oczywiście. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi, a później jak ktoś wchodzi. Była to Vick. Wpadła do mieszkania zdjęła buty i zaczęła piszczeć.
- Wow kochana ,bo słuch stracę ! Co się stało?
- Nie uwierzysz!! Koncert nie będzie u nas tylko w Stratford, nie na Arenie ale na zewnątrz!! I tylko 50 osób może tam być!! - powiedziała. A w jej oczach można było dostrzec radość, którą ty zapewne kiedyś miałeś w reakcji na słodycze.
- Jak to?!?! I cieszysz się, że nigdzie nie jedziemy?! - powiedziałam podniesionym głosem połączonym z przerażeniem.
- Nie!!! My jedziemy! My jesteśmy najbliżej sceny bilety mamy jak w banku! Poza tym tata już zadzwonił i spytał się czy te dwa nr biletów mogą się  zaliczyć do tej 50!! A stało sie tak dlatego,ze u nas budują ta autostradę do Detroit wiec jest wiekszy ruch na innych ulicach, co spowoduje korek autokaru z Justinem czyli, ze fani zaatakują jego środek transportu.
- Aha.- powiedziałam zastanawiając się jakby to wyglądało i ile blondynka musiała błagać aby ojciec jej to załatwił. Chociaż zapewne za dużo wydał na te bilety, żeby teraz martwić sie zmiana miejsc.
- Ami! Nie wiesz co to znaczy!! Jesteśmy najbliżej sceny!! Jest tylko 50 osób z nami!! Jest szansa, że nas zauważy!! Poza tym tylko 50 osób zmieści sie na zewnątrz!!!
- Wow.. No jest jedna na sto... Mniejsza oto. To jest na dworze? Gdzie?
- Z tyłu Areny jest taki ogromy "park" tam gdzie kiedyś grała Nirvana. - powiedziała już mniej piszcząc
- To super!!
Po chwili obie zaczęłyśmy skakać z radości. Tak ja też. Jest to najlepsze miejsce na jakie kol wiek koncerty, imprezy itp.! A poza tym koncert i tak sie odbywa inaczej byłoby słabo. Nie zniosłabym tego ...

Jest już 1.45 a my dopiero idziemy spać. Obejrzałyśmy filmy ,nażarłyśmy się tyle świństwa ,że zaraz zwymiotuje. Miski już były w zlewie ale zmywanie by za długo zajęło więc je tam zostawiłam. Poszłam szybko na górę do mojej łazienki a Vicki do głównej. Zgarnęłam po drodze czystą piżamkę z szafy i poszłam do pomieszczenia . Wzięłam szybki prysznic, myjąc się żelem czekoladowym. Po 15 minutach wyszłam spod natrysku i owinęłam się ciepłym bawełnianym ręcznikiem. Nasmarowałam swoje ciało balsamem o zapachu kokosu. Ubrałam się w piżamę z Victorii Secret i umyłam zęby, zmyłam wodą makijaż ( i tak go prawie nie miałam), związałam włosy w szybkiego koka i zeszłam na dół. Tam czekała już na mnie Vick. A właściwie nie czekała, bo spała... Postanowiłam pójść w jej ślady. Za pamięci nastawiłam jeszcze  budzik w telefonie. Włożyłam go pod poduszkę i nawet nie wiem kiedy Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Hej!! Kolejny rozdział już jest.  Skończyłam go pisać dzisiaj o 2.30... Mam nadzieję,że sie wam spodoba. Narazie jest trochę nudno ale akcja sie niedługo rozkręci :) Następny rozdział za kilka dni!!

Buziaki Wikaxxx25 :*

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Informacja

Dla czytelników mojego bloga ! 
Przepraszam ze ostsatnio nie pisałam ale przygotowuje sie do egzaminu a poza tym zbliża sie koniec semestru i mnóstwo nauki (a poza tym święta) .. Mam nadzieje ze wybaczycie.
Kolejny rozdział już w drodze ;)