poniedziałek, 28 grudnia 2015

Informacja

Dla czytelników mojego bloga ! 
Przepraszam ze ostsatnio nie pisałam ale przygotowuje sie do egzaminu a poza tym zbliża sie koniec semestru i mnóstwo nauki (a poza tym święta) .. Mam nadzieje ze wybaczycie.
Kolejny rozdział już w drodze ;) 

Rozdział 3

Rozdział |||
"Muszę. Przeżyję."

 Dzisiaj wstałam za pomocą idiotycznego telefonu, który co chwila do mnie wydzwaniał. Nie. Nie odbiorę. Za wcześnie. Niestety… telefon mimo mojego ignorowania nadal dzwonił. Zazwyczaj się nie denerwuje, ale tak jak każdy człowiek (którego znam) nie lubi wstawać rano. Po omacku zaczęłam, szukać telefonu. Przy okazji włożyłam rękę do zimnej herbaty z wczoraj, której nie miałam okazji wypić. I wreszcie znalazłam telefon. Podniosłam go i rzuciłam o ścianę albo w jej okolice, mając nadzieje ,że się wyłączy i przestanie wydawać dźwięki. Odwróciłam się twarzą w stronę  poduszki i usiłowałam zasnąć. Przestał. Ale nie na długo. Po chwili znów zaczął tym razem musiałam go wyłączyć. Wstałam i ospałym krokiem podeszłam do miejsca gdzie znajdowało się męczące urządzenie. Zerknęłam na ekran nie był pęknięty miał tylko kilka starych rys. Na wyświetlaczu pokazała się informacja o 30  nieodebranych połączeniach od Vicki i 23… nie już teraz 24 wiadomościach od niej. Musiało się stać coś poważnego. Dzwonię…
- Halo, Vicki ? Wszystko Okey?! - powiedziałam udając ,że nie śpię już od dawna.
- Spokojnie tak… prawie tak… Zależy w jakim sensie…
- Ale jesteś cała? Nic nie zrobiłaś?
- Nie - powiedziała spokojnie Vicki.
- O Jezu … Próbujesz pobić rekord Guinnessa w dzwonienie do wolnego człowieka przez 1h ? - Spytałam sarkastycznie- czy może próbujesz zmusić leniwego człowieka do odebrania telefonu o godzinach wczesnej wolności?
- NIE! … - powiedziała bliska płaczu- przełożyli…
- Co takiego lekarza twojej mamy? Wiem ile czeka…
- Koncert Justina będzie opóźniony o 5 dni… o ile w ogóle się odbędzie..
-  Czemu? - powiedziałam udając przejętą ,ale nie za bardzo z powodu nie lubienia tego osobnika płci  przeciwnej.
- Ma prawdopodobne zapalenie oskrzeli po ostatnim koncercie w Chicago.
Zamurowało mnie ta informacja. W mojej głowie pojawiło się tysiąc emocji. Radość ,bo prawdopodobnie nie będzie potrzeba jechania na koncert. Panika- mam zwyczaj martwienia się o zdrowie ludzi (nawet najmniej lubianych), dlatego niektórzy myślą ,że mój zawód będzie iść w stronę ratowania ludzi.
- Halo Ami …? - okazało się ,że ta chwila okazała się  dłuższa niż myślałam.
- Tak, tak jestem… Mówisz ,że jest chory? Hmm… mam nadzieję ,że nie będzie tak źle.
- Nie wiem - powiedziała bardziej spokojna - Mam nadzieję … ale teraz… wybacz… ale muszę się dowiedzieć o tym więcej. Zadzwonię jeżeli dowiem się czegoś nowego.
- Okey. Pa.
- Pa. - powiedziałam z nutką szczęścia. Jeżeli naprawdę koncert się nie odbędzie, będę mieć poważne kłopoty z Vicki. Wolę przeżyć dwie koszmarne godziny niż miesiąc zrzędzenia przyjaciółki. Skoro każdy ma słaby dzień to może … zakupy? I tak potrzebuję bluzy na W-F skoro trener każe nam biegać na dworze. Lepiej ,żeby było mi ciepło. Po chwili rzuciłam telefon na łóżko i zbiegłam na dół w piżamie z Marvel'a. Była tam jeszcze mama ,która popijała kawałek ciasta kawą.
- A co ty tak wcześnie w sobotę? Nie pomyliło Ci się coś?
- Nie Mamusiu- powiedziałam z sztucznym uśmiechem, który najwyraźniej nie wyszedł za dobrze sądząc po jej minie.- Vicki mnie obudziła… W sprawie rzeczy o którą chce Cie zapytać.- powiedziałam dając jej buziaka w policzek a następnie zmierzając w stronę lodówki.
- Mhm a jaka to sprawa? - powiedziała moja rodzicielka popijając kawę.
- No więc- mówiłam otwierając jogurt- czy byłaby opcja pójścia na koncert Justina z Vicki?.
Mama patrzyła się na mnie jak by zobaczyła ducha. Nie dziwię się sama ledwo wierzyłam w to co mówię.
- A od kiedy to lubisz Biebera?:.. Jeżeli dobrze pamietam nazwisko- powiedziała nadal w szoku.
- Od wtedy kiedy Vicki powiedziała ,że ma dwa bilety dla mnie i dla siebie, i od wtedy kiedy zadzwoniła do mnie dzisiaj ,że koncert może być odwołany z powodu "choroby" , a j a stwierdziłam, że lepiej pojechać ,przeżyć 2 koszmarne godziny niż koszmarny miesiąc. -powiedziałam na jednym wydechu.
- Aha… Hmm.. a kiedy jest ten koncert?
- Jutro a jeżeli się przedłuży choroba to za pięć dni. - powiedziałam jedząc jogurt.
- Hmm… a gdzie ?
- U nas. W Ontario. Na Arenie.
- I mówisz ,że chcesz ? A cena?
- Nie mam wyjścia mamo… A cena? Nie wiem Vicki mnie poinformowała wczoraj mówiąc ,że ma dwa bilety na koncert. Zwlekała z tym tak długo ,bo wie ,że bym się wycofała.
- A teraz się nie wycofasz? -spytała zdezorientowana.
- Nie bo nie wywieziesz mnie z miasta w jeden dzień bez wymówki. Była chwila ciszy w ktorej wymieniłyśmy spojrzenia, poczym obydwie wybuchnełhśmy śmiechem.
- Możesz…  Mnie jutro nie ma bo za godzinę wyjeżdżam do Montany.
Znowu… Zawsze gdy jest coś poważnego. Ona musi wyjechać … Ale już się z tym pogodziłam. Nie jest to pierwszy raz.
- Okey-  powiedziałam chłodniejszym  głosem- zakładam ,że pieniądze zostawiłaś na stole, ale będę potrzebować więcej niż ... Hmm - powiedziałam zerkając na blat kuchennego stołu - 80 zł.
- Hm.- Mama odłożyła kawę i poszła po portfel. Wyjęła z niego 300 zł.
- Dziękuje ale mam zamiar iść dzisiaj na zakupy... więc,  jakbyś mogła? Mama po chwili zastanowienia wyjęła 200 zł.
- Dziękuje Mamo. -Powieszałam dając jej buziaka w policzek z uśmiechem zwycięzcy - A teraz lecę na górę się ogarniać.
- Proszę. Tylko uważaj na siebie i zadzwoń jak jutro wyjedziesz!! - krzyknęła mama kiedy ja biegłam na górę. Gdy weszłam do pokoju zatrzasnęłam drzwi i sięgnęłam po telefon. Wybrałam numer Vicki i czekałam na nią aż odbierze. Nie trwało to za długo.
- Halo?
- Hej i jak tam sytuacja?
- Wspaniale jedziemy jutro!! - powiedziała piskliwym głosem.
- Wow .. to super. A.. Hmm.. Pojechałabyś z mną na zakupy?
- Tak!! Nawet na księżyc!
- To do zobaczenia za godzinę u mnie
- Ok pa!!
Połozyłam telefon na komodzie i podeszłam do szafy. Na dworze była dosyć ładna pogoda. Postanowiłam ubrać sie w podarte czarne dżinsy, lużnąbiałą  ą bluzkę z dekoltem pod która zakłada sie taki specjalny stanik. Z ciuchami weszłam do łazienki , położyłam je na szafce i weszłam pod natrysk. Umyłam swoje ciało żelem kokosowym , tak samo jak włosy szamponem koksowym. Po 30 min wyszłam z łazienki ubrana, odświeżona i z świeżym oddechem. Zostało mi jeszcze pół godziny. Postanowiłam wejść na Twittera. Przeglądałam najnowsze twitty i zobaczyłam ,ze wszystkie dziewczyny z szkoły piszą jakie to one są szczęśliwe ze koncert sie odbędzie ... O Boże ... Zamknęłam laptopa i zeszłam na dół. Mamy już nie było... zgarnelam kasę z stołu i włożyłam do portfela. Włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach. zostawiłam na jakimś romansidle i przypomniał mi sie David nie wiem jak zaczęłam rozmyślać o Nim ... Nie wiem czemu ale wydaje mi sie, ze to już nie jest to uczucie co kiedyś ... Pamietam jak zabierał mnie na randki ,
kupował kwiaty ... Jestem z nim w związku od niecałych dwóch lat... I to już nie jest to uczucie co kiedyś. Znaczy kocham go ... A przynajmniej na to wyglada. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi ,wstała. A w nich ujrzałam Vicki. Dziewczyna położyła ręce na moich policzkach i ścisnęła je tak jak starsza ciocia. Patrzyła mi w oczy i powiedziała 
- Jest SUPER!! To kiedy idziemy ? Gotowa jestes? Pokiwalam twierdząco głowa nadal nie wiedząc co sie właśnie dzieje. Vicki puściła moje policzki i złapał mnie za rękę. 
- Idziemy!! Myślisz ze mam cały dzień ? A i nocuje u ciebie to tylko tak prz okazji - krzyknęła.
- Hmm. Okey. Poczekaj tylko zamknę dom. Weszłam jeszcze szybko po torebkę i telefon , sprawdziłam czy mam portfel. Poczym wyjęłam klucze i zamknęłam dom. Vicki stała za mną z zniecierpliwioną miną.
- Już
-Już- powiedziałam idąc w stronę mojego samochodu.
- Czemu jedziemy TWOIM samochodem? Nie możemy moim?
- Możemy. Ale wole moim - powiedziałam uśmiechając sie w jej stronę. Vicki przewróciła oczami i weszła do MOJEJ czarnej "limuzyny", którą właśnie otwierałam. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział już sie pojawil.
Przepraszam ze tak z tym zwlekałam... Mam nadzieje ,ze sie wam spodoba. Następny rozdział już za kilka dni bo złapała mnie bardzo duża wena :* 




Buziaki Wikaxxx25

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 2

Rozdział ||
"Złe wieści."

  Wstałam dzisiaj bez budzika. Dziwne… Czasami nawet miska zimnej wody wylanej na mnie w czasie snu nie da rady mnie obudzić. A tu jednak, wstałam sama bez pomocy nikogo i niczego… Wstałam i ubrałam białą zwiewną bluzkę na ramiączka, dżinsy (troszkę podarte z powodu zakładania ich od razu po praniu). Poszłam do łazienki umyłam zęby i twarz spoglądając ukradkiem czy moja cera się poprawiła. Nie było najgorzej ,więc dziś nie trzeba iść do łazienki głównej. Rozczesałam swoje długie po kołtunione włosy i postanowiłam ich nie spinać, zrobiłam sobie lekki makijaż z mniejszą ilością podkładu niż zawsze. Zrozumiałam ,że skoro mam już 17 lat powinnam zacząć używać kosmetyków do ozdabiania mojej twarzy. Z wielkim wahaniem sięgnęłam bo kosmetyczkę w której trzymam czarny eyeliner ,który dostałam na moje 16 urodziny od mamy, która twierdziła ,że nie długo nie będę się z nim rozstawać. Zrobiłam nim króciutkie kreski i spojrzałam na swoje dzieło. Nie powiem ,że było fatalnie jak na pierwszy raz. Nie było też najlepiej. Ale na pewno czułam się ładniejsza. Przeglądając tak się w lustrze zrozumiałam ,że muszę zaraz wychodzić. Szybko użyłam dezodorantu i spryskałam się dostanymi na święta perfumami Coco Chanel.

  Zbiegając po schodach zauważyłam ,że mamy już niema. Co tu się dziwić ,zawsze od szóstej nie było jej w domu. Na szczęście ujrzałam zrobione przez nią świeże kanapki na ciemnym chlebie z sałatą i pomidorem, pokrojonym tak cienko i idealnie ,że nawet szef kuchni musiałby siedzieć dobrą godzinę by tak pokroić jednego pomidora. Jak to moja mama zawsze lubiła stawiać wysokie poprzeczki. Porwałam kanapkę ,zerkając lekko na zegarek… Nie było po co się spieszyć… Dochodziło dopiero do godziny 7.00. Spojrzałam na kanapkę w ręku i odstawiłam ją z powrotem na talerz , który wzięłam w rękę i zaniosłam przed telewizor gdzie wygodnie się rozłożyłam. Wzięłam do ręki pilot i włączyłam telewizor. Akurat leciała powtórka mojego ulubionego serialu "Dla mnie to zwycięstwo". Serial jest o ludziach ,którzy robią różne głupie rzeczy aby przejść do następnej rundy. Kiedyś prosiłam mamę aby pozwoliła mi wsiąść udział ale była uparta jak osioł i mi nie pozwalała. I miała rację. Kilka tygodni później jeden z uczestników utopił się!! Nikt z prowadzących nawet nie raczył mu pomóc. Stali osłupieni patrząc jak bezbronny człowiek umiera. Zapewne mają teraz bardzo duże problemy z sądem. Od tej pory nie za bardzo mam ochotę brać udział w różnych telewizyjnych konkursach. Po zjedzeniu kanapek jeszcze raz spojrzałam na zegar była 7.20. Odłożyłam talerz do zlewu i pobiegłam na górę po torbę i telefon. Gdy schodziłam na dół przejrzałam czy w torbie mam wszystkie potrzebne książki. Wszystko się zgadzało. Na dole założyłam moje czerwone converse'y i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi na górny zamek i schowałam klucze do torby po czym założyłam ją na ramie i ruszyłam w stronę szkoły…
 
  Po drodze założyłam jeszcze słuchawki ,puszczając moją ulubioną piosenkę "Rihanna- Disturbia" odgłaszając przy tym iPhone'a na maksa. Wtedy mam chwilę dla siebie. Zamykam się w własnym świecie. Ja i muzyka. Nagle poczułam delikatne pociągnięcie za rękaw mojej kurtki. Zaczełam odwracać głowę w stronę pociągnięcia. Natychmiastowo dostałam długie buziaka w usta. Poczułam delikatne ale zarazem męskie dłonie na mojej tali. Był  to mój chłopak David. Po krótkiej chwili przypomniałam sobie ,ze stoimy na środku chodnika a dookoła są ludzie ,którzy patrzą się na nas jak na idiotów. Oderwałam się od Davida. Nie zdążyłam nic powiedzieć a usłyszałam szept do mojego ucha.
-Jak się masz moja księżniczko?- spytał David swoim miękkim głosem.
-Teraz już lepiej, a ty?- spytałam patrząc w jego głębokie niebieskie oczy.
-Też lepiej. Powinniśmy już iść.- stwierdził. Objął mnie ramieniem tak ,że jego prawa ręka obejmowała mi szyję, a dłoń spoczywała na prawym barku. W taki sposób ruszyliśmy do szkoły. Ja wtulona w jego rozbudowaną klatkę piersiową ,która pachniała męskimi perfumami.  Tematy nigdy nam się nie kończyły, zawsze były rzeczy o ,których mogliśmy porozmawiać.

  Przed główną bramą szkoły zatrzymaliśmy się , daliśmy sobie buziaka i rozeszliśmy się ,ponieważ mamy zajęcia w różnych skrzydłach. Kiedy szłam w stronę boiska w którym zazwyczaj przesiaduję z Vicki, zobaczyłam małego człowieka biegnącego z końca boiska. Była to Vicki. Vicki jest blondynką o głębokich niebieskich oczach. O cerze bez skazy. Żadnego pryszcza!! A w dodatku jest bardzo zgrabna! Była dziś ubrana w czarne leginsy ,które delikatnie podkreślają jej pupę ,bluzkę w panterkę, którą prawdopodnie nie dawno kupiła bo nie miała jej wcześniej. Tak samo jak wysokich czarnych koturnów utrzymywanych na dwóch grubych krzyżujących się paskach. Spokojnie szłam w stronę boiska gdzie ona nadal biegła w moją stronę. Nie dziwię się jej, w takich butach, mi też zajęłoby to wieczność.
-Kobieto! -krzyknęłam piorunując ją wzrokiem -co ty wyprawiasz! Masz zamiar chodzić tak po szkole! Wyglądasz jak Selena Gomez!
-Naprawdę ??  -powiedziała Vicki piskliwym głosem- W końcu... Ale nie musisz na mnie krzyczeć… a wyglądam tak dlate…
-Idziesz poderwać tego chłopaka z drużny baseballowej?! Wiedziałam…   ale on chyba lubi mniej wyzywające ciuchy, ale zawsze możesz spróbować.
-Nie głuptasie… Wyglądam tak bo jutro jest koncert Biebera na ,którego mam dwa bilety!!!
-No to super. Yeeej!! Huraa!… -powiedziałam podnosząc ręce w górę i udając okrzyk zwycięscy- A kto będzie tym "szczęściarzem" i dostanie ten drugi bilet?
-Ama ty czasami w ogóle nie  myślisz … No oczywiście ,że ty!!
-Aha super… Poczekaj chwileczkę co ty powiedziałaś?!! Ja mam iść z tobą na koncert tego frajera!!! Oszalałaś! - krzyczałam takk głośno ,ze prawdopodobnie cała szkoła wiedziała o czym rozmawiamy.
Na moje szczęście zadzwonił dzwonek. Po raz pierwszy ucieszyłam się tak bardzo na jego dźwięk. Ja i Vicki znajdujemy się w innych klasach co powoduje zero kontaktu z nią na lekcji. Gorzej z przerwą.    Muszę coś wymyślić…

  Na następnych kilku przerwach udawałam ,że uczę się do sprawdzianu z fizyki ,który mam na ostatniej lekcji ,więc miałam ją tak jakby z głowy… Gdy skończyło się 8 godzin męczarni jako pierwsza wybiegłam z klasy jak i z szkoły. Na szczęście na schodach nie było jeszcze "Diamentowych dziewczyn". Poczułam lekką ulgę, ale nie mogło być tak bajecznie skoro na głowie miałam jeszcze Vicki. Wybiegłam przez główne bramy szkoły i gdy poczułam się dosyć bezpiecznie nałożyłam znów słuchawki na uszy i usłyszałam przerwaną mi rano piosenkę. Przypominał mi się David. Jego głębokie  niebieskie oczy. Wtedy do mnie doszło jakiego mam wspaniałego chłopaka. Przeszkodziło mi znów pociągnięcie za kurtkę. Tym razem już mniej delikatne. Tym razem zdjęłam słuchawki i szykowałam się na buziaka. Niestety tak się nie stało, za to zobaczyłam stojąc przede mną wściekłą Vicki.
-Nie dość ,że unikasz mnie cały dzień to zapominasz o mnie i wybiegasz z szkoły!
-To nie tak-zaczęłam tłumaczyć -chodzi oto,że ja go nie lubię. Nie trawię. I do dziś zastanawiam się jak dziewczyny mogą go tak kochać.
-Hmmm… chyba zapomniałaś jaką przysługę CI wyświadczyłam -odpowiedziała- Nie pamiętasz już jak zbiłaś okno u pana dyrektora grając w piłkę nożną! Postawiłam się za ciebie! JA dostałam naganę, uwagę i zawieszenie w prawach uczniach, ponieważ wiedziałam jak trudno Ci po stracie ojca następnie wszystko dookoła się waliło powiedziałaś ,że się odwdzięczysz… A ty co na głupi koncert nie możesz z mną pójśc… -powiedziała Vicki z łzami w oczach.
Wtedy zrozumiałam co się właśnie stało Vicki była przymnie zawsze nieważne co a jak się odzwdzięczam…
-Pojdę… I będę się bawić za wszystkie czasy! -powiedziałam prawie płacząc- nie wiedziałam ,że ty tak się czułaś .. Przepraszam…

Buziaki Wikaxxx25 :*


piątek, 23 października 2015

Rozdział 1

Rozdział |
"Nie ma to jak samo ocena..." 

  Wiem ,że nie jestem zbytnio ładna… Wiem i odczuwam to dzięki swoim koleżankom z szkoły. Kiedy jestem w domu zaczyna to się zazwyczaj od tego ,że siedzę w łazience przeglądając się w lustrze i próbując zrobić coś z tą ohydną twarzą. Bardzo często jestem w łazience głównej, ponieważ tam moja mama trzyma swoje kosmetyki z którymi eksperymentuje. Moja mama jest bardzo rannym ptaszkiem więc za każdym razem gdy wchodzę do łazienki moja mamusia już wychodzi ale i tak dobija się 15 min do łazienki z powodu żebym zostawiła jej kosmetyki w spokoju… Zdarza nam się nawet o to czasem pokłócić ,ponieważ moja mama była modelką i jest bardzo ładną panią po 38! Nie ma prawie zmarszczek przez jej kremy odmładzające w wieku 19 lat. Ona twierdzi ,że ja jestem piękną młodą dziewczyną ,której cera się poprawi, której wygląd całkowicie się zmieni! No cóż to nie prawda… Mam już 17 lat i chodzę do 3 liceum , dostałam ten dziennik od mojej mamy bo twierdziła ,że muszę się sama zrozumieć. Więc skoro mam to pisać to oto jestem! Amanda Goldbert! 17 latka uczęszczająca do szkoły im. Alberta Einstein'a w Kanadzie najprawdopodobniej najmniej popularna istota tej szkoły z najbardziej prostymi włosami świata koloru zwykłego dębowego brązu! O oczach najzwyklejszych bo brązowych , czerwonymi ustami, talia osy (podobno) i nogami do nieba!

 Niestety nie jest tak pięknie jak może się wydawać… Mimo mojej słabej popularności "Diamentowe dziewczyny" (tak potocznie mówimy na największe diwy w szkole) znają mnie aż za dobrze… Pomimo moich wszelkich starań i tak prawie codziennie rano spotykam je przed szkołą. Chodź bym błagała na kolanach żadnej nie obejdzie się przed złośliwym komentarzem typu "Ami chyba wszyscy wiemy że w szkole jest pozwolenie na makijaż!! Więc może zechcesz nie psuć reputacji dziewczyn i zaczniesz wyglądać jak człowiek za pomocą tego wspaniałego przywileju?!" Ale niestety to nie wszytsko… Skoro mieszkam w Kanadzie to jedyne o czym można tu usłyszeć to "OMG JUSTIN BIEBER!!!" Z przykrością muszę stwierdzić że tak ,nie cierpię tego typa! No bo powiedzcie mi jak można w kółko słuchać piskliwego głosu "O BABY ,BABY BABY OHH LIKE"!? FUUUUJ!!
Dlatego też połowa dziewczyn z mojej klasy za mną nie przepada ,ponieważ mam własne zdanie którego nikt już nie popiera. Ale no sorry, czy ON NIE JEST OCHYDNY!!! Kiedyś nie tylko ja miałam takie zdanie… dzieliłam je z moją przyjaciółką Vicki, która też go nienawidziła … ale niestety ludzie się zmieniają i po jednej piosence w której był już bardziej dojrzały ona się w nim zakochała… Vicki próbuję się hamować przy mnie ale czasami ma napady "BIELIBERKI". Wtedy kładzie mały plakat Biebera lub jego figurkę (nie pytajcie skąd ją ma) na podłodze a wokół niego świeczki w kształcie serca !!! Muszę to wytrzymać z powodu ,że jest to moja najlepsza przyjaciółka. Albo przynajmniej próbuje to wytrzymać… Ale gdy to przekracza granicę potrafię wyjść na dwór i zapalić…

Buziaki Wikaxxx25 :*