Rozdział V|
"Szok"
Spojrzałam szybko na Vick, która nadal nagrywała. Usta miała otwarte, oczy osłonięte szklaną otoczkę przez co były jeszcze bardziej niebieskie a na jej twarzy widniał krwisty rumieniec. Nastepnie przeniosłam wzrok na czarnego Jeep'a. Chłopak był skoncentrowany na drodze, ale chwilowo na jego twarzy pojawiło się zdziwienie... Kiedy tak patrzyłam na jego samochód doszłam do wniosku, że przed chwilą ujrzałyśmy prawdziwą gwiazdę,i tym razem faktycznie na nas zwróciła uwagę. To był pieprzony JUSTIN BIEBER! Po chwili zrozumiałam, że nadal wpatruje się w samochód Bieber'a. Podniosłam wzrok i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Zdumiony wpatrywał sie w mnie, najwyrażniej próbując rozkminić o czym teraz myślę. Spuściłam wzrok posyłając mu nieśmiały uśmiech, którego miałam nadzieję, że nie zauważy. Po chwili na moim ramieniu spoczeła ręka Vick. Dzieewczyna płakała.
- O kurwa! Am czy ty to widziałaś! - wykrzyczała wskazując palcem na miejsce gdzie przed chwilą stał samochód. A więc już odjechał ...
- T-tak. - wyjąkałam, wracając do tego co stało się kilka minut wcześniej. Nie spodziwanie na mojej twarzy pojawił się rumieniec, który próbowałam ukryć za włosami.
- O MÓJ BOŻE!! Ja w to nie wierzę! Co on tu robił?! - wykrzyczała najwyrażniej nie zauważając mojego rumieńca.
Za nami rozległo się głośne trąbniecie, po czym ktoś otworzył okno i kazał nam się ruszyć bo blokujemy ruch.
Spojrzałam w wsteczne lusterko i faktycznie za nami był spory korek. Gdy miałam zamiar nacisnąć na pedał gazu, usłyszałam otwieranie się drzwi. Vick wysiadła z samochodu! Wyłączyłam silnik i wybiegłam za nią. Ujrzałam ją idącą do samochodu faceta, ktory zaczał sie na nas wydzierać. Na jej tawarzy malowała burza gniewu. To nie wróży najlepszego.
- Czy ty wiesz, co tu się do cholery stało?! - wykrzyknęła facetowi w twarz. Ten zdzwiony wlasnie chciał cos powiedziec gdy blondynka wydarła sie jeszcze głosniej.
- TU - powiedziała wskazując na puste miejesce parkingowe - stał przed chwila JUSTIN BIEBER do cholery! Więc jak łaskawie przestaniesz wydzierac ryj żebysmy się ruszyły to wtedy obiecuję, że nigdy mnie nie zobaczysz, a jezeli nadal chcesz udawac twardziela to zapamiętasz mnie do końca żyvia!!
Facet najwyrazniej tak samo zdziwiony zachowaniem Vicki tak jak ja, lekko skinal glowa w gescie przytakniecia. Podeszlam do blondynki i pociagnelam ja a reke do samochodu, przepraszajac spojrzeniem faceta z kolkiem. Otworzylam drzwi od strony pasazera i wepchnelam ja do srodka zatrzaskujac z nia drzwi. Obeszlam samochod i wsiadlam za kierownica. Wlaczylam silnik i zaparkowalam samochod. Blondynka wpatrywała się w mnie z zdziwieniem.
- Co to do cholery było?- spytała w konću.
- Mogłabym zapytać o to samo ciebie. Co to miało znaczyc? A jakby to był jakiś nie zruwnoważony psychicznie facet ? Albo jakby byl uzbrojony? Pomyślałaś o tym?! Co ty kurwa myślisz?! Co by on mógł Ci zrobić ajkby tak było! Do jasnej cholery to moja wina, że nie ruszyłam się z miejsca... - powiedziałam ostatnie zdanie chowając twarz w dłoniach. - jakby Ci się coś stało nigdy bym sobie tego nie wybaczyła...
- Oj Ami... - powiedziała moja przyjaciółka przytulając mnie do swojej piersi. - Ale, Ej nie mazgaj się. Nie przemyślałam tego z takiej strony... po prostu... - westchneła kręcąc przecząca głową - to był on Justin, chciałam iść i go całować, powiedziec jak bardzo go kocham ale moje ciało mnie nie słuchało... Czułam się jak wtedy w szpitalu... Chciałam cos zrobić ale moje ciało odmawiało. I gdy nadeszło to wspomninie, i ten facet sie wydarł.. to... wybuchłam.
- Vicki - spojrzałam na nią przepraszającym wzrokiem - nie wiedziałam, myślałam, że ten wypadek mamy już za sobą. Wiesz ,że cie kocham i nie pozwoliłabym ,aby ktoś cię skrzywdził. Przecież mnie znasz od dziecka.
Odsunełam się lekko od brunetki, aby spojorzeć jej w oczy.
- Hej- powiedziałam ocierając jej łze z policzka. - Nie płacz. Wiesz, że tego nie lubię... Chodz tu do mnie.
Otworzyłam ramiona gotowa do uścisku ,po czym Vick uścisneła mnie mocno.
- Może lepiej już chodźmy, bo ludzie się na nas patrzą. - powiedziałam rozglądając się po ulicy.
- Okey. - powiedziałam blondynka ocierając ostatnia łze z policzka. - A tak w ogóle, to jak myslisz co on tu robił?
- Nie wiem - odparłam otwierając bagażnik.- A może ma tu hotel? Katem oka spojrzałam na blondynkę, która otworzyła szerzej oczy.
- Myslisz?!.. Nie to nie możliwe on miał rezerwacje w Heathmanie. - odparła z nutką opuszczającej nadziei.
- Masz swoją torbę, nie wiem co w niej masz ale jest cholernie ciężka..- odpowiedziałam podając jej torbę. - Idziemy.
Zamknełam bagaznik po czym, na pilociku nacisnełam przycisk dzieki ktoremu wszytskie drzwi sie blokuja i wlacza sie alarm. Przeszlysmy przez ulice, nastepnie weszlysmy przez obrotowe drzwi hotelu. Hotel był cudowny. Naprzeciwko obrotowych drzwi było ogromne białe schody, które na piętrze się rozdzielały i szł dalej, podajże ,że do 12 pietra. Po prawej stronie były umieszczone 3 windy, które były rozdzielone wysokimi lustrami, przywierającymi do ścian. Po lewej stronie schodów znajdowała się dosyć spora recepcja, za którą stały 2 młode kobiety. Wyglądały na 20 lat. Obie były blondynkami, a na ich czubku głowy można było dostrzec odrosty. Spojrzałam w górę gdzie ujżałam zwisający, ogromny żyrandol z szlachetnych białycj kamieni. To miejsce było bajeczne! Wszytsko było tu takie idealne. Poczułam się nieswojo... Nie pasowałam tu. Spojrzałam na swoje "niedopasowane" ubarnie. Moje wytarte dżinsy i białe Conversy, które były tak stare jak świat.. Nie pasowały tu. Próbowałam delikatnie zakryć moją parką neonową bluzę, która w tym pomieszczeniu była za bardzo wyrazista i wyglądała co najmniej śmiesznie. Spojrzałam na Vicki, która też była pod lekkim wrażeniem. Ale co tu się jej dziwic jej ojciec jest milionerem... A mimo tego kocham tą istotkę nad życie. Ona nie jest w najmniejszym calu podobna do swojego ojca. Jest podobna do matki. Skromna, ładna, kulturalna i przede wszytskim jest zawsze sobą. Mimo, że czasmi denerwuje mnie jak nikt inny.
- Chodź -powiedziała Vick wyrywając mnie z rozmyśleń, i pociągając lekko za moją dłoń. Ruszyłam za nią do recepcji.
- Witamy w hotelu "The Royal", w czym mogę pomóc? -spytała jedna z blondynek. Z jej plakietki dało się wyczytać, że ma na imię Gabriella. Była dosyć ładna. Jej twarz była wyrażnie pokryta ilością tapetu. Mogłabym się założyć, że bez niej byłoby jej lepiej.
- Dzień dobry, mamy tu rezerwację - powiedziała wskazując na nas ręką. - na nazwisko Benjamin Bruce. - powiedziała spokojnie jakby robiła to już od dawna.
- Już chwileczkę - powiedziała kobieta, zerkając na komputer w którym najwyrażniej sprawdzała rezerwację. - Hmm, tak jest a mogłabym prosić o pańską godność? -spytała patrząc ciemnymi oczami na Vick.
- Vicktoria Anastasia Bruce. - powiedziała, spoglądając ukradkiem na komputer blondynki.
- Tak, zgadza się, prosiłabym jescze o pani podpis... - powiedziała Gabriella, wyjmując z szuflady arkusz papieru. - tutaj. Muszę potwierdzić o przybyciu twego ojca. - dodała.
Vicki spojrzała się na mnie po czym wzieła do ręki długopis i jednym płynnym ruchem złożyła podpis.
- Czy to wszytsko? - spytała moja blondynka.
- Tak, zaprowadzę panie do waszego apartamentu. - powiedziała recepcjonistka wychodzą zza biurka.
Podniosłyśmy torby z ziemi i ruszyłyśmy za panią Gabriella. Podeszłyśmy do wind, gdzie blondynka wcisneła guzik, który ją przywołuje. Po paru sekundach drzwi się otworzyły. W windzie znajdował się mężczyzna w lużnuch dresach, krok miał na wyskości kolan. Miał ciemną bluzę, czapkę z daszkiem nasuniętą mocno na twarz okrytą kapturem z której wystawało parę blond włosów, na twarzy można było dostrzec czarne okulary, które całkowicie zasłaniały mu oczy. Gdy wszystkie trzy weszłyśmy do windy postawiłam torbę na ziemi i stanełam obok chłopaka, gdy recepcjonistka wisneła guzik, który prowadził na 8 piętro. Oparłam sie o ścianę. Ukradkiem spojrzałam na chłopaka. Miał bardzo wyrazistą szczękę. Przypominał mi kogoś wydawało mi się, że juz gdzieś go widziałam. Ale... nie. Mam jakieś schizy. Ciemny blondyn jechał z nami do końca, pięknie pachniał. W całej windzie można było to wyczuć a ja jak idiotka zorientowałam się dopiero teraz. Gdy drzwi się otworzyły, schyliłam się po torbę niechcący muskając jego dłon palcami. Chłopak lekko zesztywniał, po czym usmiechnął sie pod nosem. Natychmiast odwróciłam od neigo wzrok. Szybko chwyciłam za torbę i wymaszerowałam szybko z tego pomieszczenia za Vick i Gabriellą. Szłyśmy długim korytarzem, a za nami szedł nieznajomy. Na mojej twarzy pojawił się delikatny rumieniec. Po dotarciu na prawie koniec korytarza. Gabriella przesuneła karta po czytniku, dzięki ktoremu dzrzwi się otwierały. Obejrzałam się na tajemniczego blondyna. Uśmiechnął się szyderczo. Obok nas byly jeszcze jedne drzwi prowadzące do następnego pokoju. Blondyn zmierzał w ich kierunku. Ciągle mu się przyglądałam najwyrażniej wyczuł na sobie mój wzrok i uśimiechnął się szerzej. Wyjął z tylnej kieszeni taką samą karte po czym zrobil z nią to samo co Gabriella. I nagle moje serce zamarło... Ten, że tak to ujmę idealny chłopak miał pokój koło nas. Na całej ziemi i z wszytskich hoteli na świecie oraz pokoi w tym hotelu, musiał wybrać ten?! Wszedł do środka po czym zamknął drzwi. Amanda ogarnij się to przecież zwykły chlopak. Podpowiadała mi moja podświadomośc. I chyba ma rację... Boże kogo ja tu oszukuje ten chłopak to wręcz ideał. Dobra już ogarnij się. Wziełam dwa glebokie oddechy i weszłam do środka...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Już 6 rozdział mam nadzieję, że się wam spodobał! Piszcie w komach co myślicie. ;) Podsuwajcie pomysły, chętnie będe korzystac!! Przepraszam za tak długa nieobecność!! Mam nadzieję, że nie zanudzam was tym opowiadaniem na śmierć!! Następny rozdział będzie dłuższy! Obiecuje !!! <3 Uwaga rozdział nie był dokładnie sprawdzany więc przepraszam za wszystkie blędy!! Miłego czytania! Btw. jeżeli macie jakieś pytania to piszcie na Ask'u!!
Buziaki Wikaxxx25 <3
I look and stare so deep in your eyes, I touch on you more and more every time...When you leave I'm begging you not to go...Call your name two or three times in a row... Such a funny thing for me to try to explain... How I'm feeling and my pride is the one to blame yeah. 'Cuz I know I don't understand, Just how your love can do what no one else can...
wtorek, 29 marca 2016
niedziela, 6 marca 2016
Rozdział 5
Rozdział V
"To ten dzień..."
Jak zaplanowałam budzik zadzwonił o 5.30. Ale niestety nie na tyle głośno by obudzić Vicki... O 7.00 powinnyśmy być już spakowane i gotowe do wyjazdu. Stwierdziłam, że przenocujemy jedną noc po koncercie w hotelu, bo zapewne będziemy tak pijane, że za kółkiem nie siądę, ja ani Vick. Postanowiłam jeszcze nie budzić Vick. Wygramoliłam się spod jednego koca, bo resztę miała piękna blondynka, po cichutku skoczyłam na górę. Z pokoju, przeszłam do szafy z, której wyjęłam jasne dżinsy z wysokim stanem, szarą bluzkę z znaczkiem supermena i neonowa różową bluzę. Postanowiłam , że w sukienkę przebiorę się dopiero przed koncertem w hotelu. Po drodze do łazienki zgarnęłam także bieliznę. Cały mój ekwipunek położyłam na szafce, po czym weszłam pod szybki prysznic. Dokładnie umyłam się żelem waniliowym, Ok. 25 minut później, byłam już ubrana, uczesana i nie umalowana, bo i tak tego nigdy nie robię. Po wyjściu z łazienki wyciągnęłam moją sportową torbę i spakowałam w nią rzeczy na zmianę w Stratford. Zgarnęłam torbę i telefon na, którym była już 6.08. Wybiegłam z pokoju do kuchni, planując jak skutecznie obudzić Vicki. Blondynka jeszcze smacznie spała, ale niestety trzeba ją postawić na nogi inaczej się spóźnimy.
- Vick, wstawaj. - powiedziałam delikatnie szarpiąc ją za ramię.
Brak oznak życia.
- Vicki, - i w tej chwili doznałam olśnienia - czytałam przed chwilą na Twitterze, że przesunęli koncert Bieber'a, i będzie 2 godziny wcześniej!
Vick natychmiastowo zerwała się z łóżka mając nadal zamknięte oczy.
- Jedziemy! Teraz! Ja już się ubrałam...- powiedziała śpiąca królewna.
- Ale ty nadal jesteś w piżamie...
- A racja... Daj mi 10 minut i wyjeżdżamy. - powiedziała ziewając.
Gdy księżniczka wchodziła ospałym krokiem na górę, ja postanowiłam ją spakować. Wzięłam nasze torby z zakupami, po czym postawiłam je na przedpokoju. Następnie zgarnęłam torbę Vick i przejrzałam czy ma w niej rzeczy na zmianę, tak ma, wiec teraz tylko ja postawić i zrobić sałatkę na wynos. Wyjęłam z lodówki sałatę, pierś z kurczaka w śmietanie przygotowaną wcześniej przez mamę, ser feta i sos włoski. Wszystko wymieszałam z sobą i wrzuciłam do dwóch lunchbox'ów. Wzięłam je, telefon i klucze. Położyłam je na komodzie w holu. Wtedy zeszła Vicki, świeża i ładna jak zawsze...
- Musimy już jechać? Serio przełożyli koncert? - spytała Vick, zapewne znając odpowiedź.
- Nie, bo jakby tak było, dowiedziałabyś się o tym pierwsza, ale musiałam cie jakoś podnieść z łózka.
Moja odpowiedź brzmiała dosyć sensownie, a wyraz twarzy Vick to potwierdził.
- Okey, ale i tak musimy już się zbierać jest już 6.30. Przygotowałam nam sałatki na drogę, więc zabierz je a ja wezmę torby. - powiedziałam, delikatnie pośpieszając ją głosem. Vick najwyraźniej lekko rozbawiona tym faktem, wykonała moje polecenie.
- Czyli na pewno wszystko wzięłyśmy? - spytałam
- Tak! pytasz się setny raz! Sprawdziłyśmy już wszystko z mojej listy, co oznacza zabranie tego co trzeba!! - powiedziała, najwyraźniej rozdrażniona tym faktem.
- Daj mi tą listę. - Powiedziałam wyrywając jej kawałek papieru z rąk. - Co?! Gdzie masz tego Pendrive'a?
Ty chyba nie uważasz, że... NIE!! NIE MA TAKIEJ OPCJI!! Nie, nie będę go słuchać!! - powiedziałam wyraźnie rozdrażniona.
Vick najważniej zaskoczona moim napadem złości, próbowała to ukryć pod złą miną.
- Pff... Nawet jednej piosenki nie zniesiesz? KOBIETO jedziesz na jego koncert!
I trafiła w sedno... Jestem idiotką, co ja wyprawiam, niech już sobie słucha tego idioty, którego IQ równa się zeru. Ja idę na jego koncert... I robię to tylko, żeby mieć to z głowy... Dla świętego spokoju.
- Okey.. Jedna piosenka, może być "Thought of you" , bo to jeszcze zniosę.
- Jesteś super!! - powiedziała dając mi szybkiego buziaka w policzek.
Mówią, że kobieta zmienną jest, ale to... wow... to się raczej nazywa "Uwaga!OKRES nadchodzę!!"...
Vick po jeszcze jednym, krótkim spojrzeniu na mnie włożyła Pendrive'a do USB. Po czym rozległa się melodia piosenki. Szybko włożyłam kluczyk do stacyjki, przekręciłam go i nie ostrożnie wyjechałam z podjazdu, próbując uciec od tej muzyki....
Podróż minęła całkiem, całkiem. Zjadłyśmy naszą ulubiona sałatkę, która robiłam na ostatnią chwile.
Spróbowałam trochę wyluzować, i było całkiem spoko. Miałyśmy taki Happy Car. Śpiewałyśmy razem do wszystkich piosenek, co prawda nie znałam do prawie żadnej tekstu, więc wymyślałam do niej moje własne słowa. Uważam, że nawet moje wykonania i fałsze były lepsze od Bieber'a.
- Okey, to chyba tu. - Powiedziałam podnosząc głowę na piękny 5 gwiazdkowy hotel ". Był cały biały, wyglądał bardzo nowocześnie, ale miał nutkę retro. Okna były bardzo duże, a większość zasłonięta białymi zasłonami, inaczej każdy by widział co się w danym pomieszczeniu dzieje.
- Wow. Twój ojciec się na serio postarał i jeszcze ten widok na rzekę... Wow. - wykrztusiłam.
- No racja. Nie źle to wygląda, ale lepiej znajdź jakieś miejsce parkingów. Tylko gdzieś w pobliżu, bo nie chce mi się tego wszystkiego nosić. Krążyłyśmy dobre 15 minute w kółko, aby jak najmniej oddalić się od hotelu, którego potem z pewnością nie znajdziemy.
- Tam!! - krzyknęła wskazując palcem na czarnego Jeep'a. - On wyjeżdża! Wjeżdżaj tam szybko!
Wcisnęłam gaz do dechy i w sekundzie znalazłam się za samochodem , który typował.
- Co za idiota! Nie umie nawet wyjechać, kręci się i kręci- powiedział poirytowana tym faktem.
Vick schyliła się nade mną i wcisneła klakson. Nawet nie chciałam jej powstrzymywać, bo sama miałam taki zamiar. Patrzyłam się na nią to na samochód. Chciałam coś powiedzieć, gdy zobaczyłam, że samochód gaśnie, zatrzymałam wzrok na nim. Od strony pasażera wysiadł jakiś goryl. Spojrzałyśmy się na siebie z Vick i zamarłyśmy. Facet wyglądał na 30 lat, był napakowany, i dosyć wysoki a przy tym także szczupły, włosy miał ciemne, chyba brązowe. Gdy zapukał w okno dopiero wtedy odzyskałyśmy przytomność.
"To ten dzień..."
Jak zaplanowałam budzik zadzwonił o 5.30. Ale niestety nie na tyle głośno by obudzić Vicki... O 7.00 powinnyśmy być już spakowane i gotowe do wyjazdu. Stwierdziłam, że przenocujemy jedną noc po koncercie w hotelu, bo zapewne będziemy tak pijane, że za kółkiem nie siądę, ja ani Vick. Postanowiłam jeszcze nie budzić Vick. Wygramoliłam się spod jednego koca, bo resztę miała piękna blondynka, po cichutku skoczyłam na górę. Z pokoju, przeszłam do szafy z, której wyjęłam jasne dżinsy z wysokim stanem, szarą bluzkę z znaczkiem supermena i neonowa różową bluzę. Postanowiłam , że w sukienkę przebiorę się dopiero przed koncertem w hotelu. Po drodze do łazienki zgarnęłam także bieliznę. Cały mój ekwipunek położyłam na szafce, po czym weszłam pod szybki prysznic. Dokładnie umyłam się żelem waniliowym, Ok. 25 minut później, byłam już ubrana, uczesana i nie umalowana, bo i tak tego nigdy nie robię. Po wyjściu z łazienki wyciągnęłam moją sportową torbę i spakowałam w nią rzeczy na zmianę w Stratford. Zgarnęłam torbę i telefon na, którym była już 6.08. Wybiegłam z pokoju do kuchni, planując jak skutecznie obudzić Vicki. Blondynka jeszcze smacznie spała, ale niestety trzeba ją postawić na nogi inaczej się spóźnimy.
- Vick, wstawaj. - powiedziałam delikatnie szarpiąc ją za ramię.
Brak oznak życia.
- Vicki, - i w tej chwili doznałam olśnienia - czytałam przed chwilą na Twitterze, że przesunęli koncert Bieber'a, i będzie 2 godziny wcześniej!
Vick natychmiastowo zerwała się z łóżka mając nadal zamknięte oczy.
- Jedziemy! Teraz! Ja już się ubrałam...- powiedziała śpiąca królewna.
- Ale ty nadal jesteś w piżamie...
- A racja... Daj mi 10 minut i wyjeżdżamy. - powiedziała ziewając.
Gdy księżniczka wchodziła ospałym krokiem na górę, ja postanowiłam ją spakować. Wzięłam nasze torby z zakupami, po czym postawiłam je na przedpokoju. Następnie zgarnęłam torbę Vick i przejrzałam czy ma w niej rzeczy na zmianę, tak ma, wiec teraz tylko ja postawić i zrobić sałatkę na wynos. Wyjęłam z lodówki sałatę, pierś z kurczaka w śmietanie przygotowaną wcześniej przez mamę, ser feta i sos włoski. Wszystko wymieszałam z sobą i wrzuciłam do dwóch lunchbox'ów. Wzięłam je, telefon i klucze. Położyłam je na komodzie w holu. Wtedy zeszła Vicki, świeża i ładna jak zawsze...
- Musimy już jechać? Serio przełożyli koncert? - spytała Vick, zapewne znając odpowiedź.
- Nie, bo jakby tak było, dowiedziałabyś się o tym pierwsza, ale musiałam cie jakoś podnieść z łózka.
Moja odpowiedź brzmiała dosyć sensownie, a wyraz twarzy Vick to potwierdził.
- Okey, ale i tak musimy już się zbierać jest już 6.30. Przygotowałam nam sałatki na drogę, więc zabierz je a ja wezmę torby. - powiedziałam, delikatnie pośpieszając ją głosem. Vick najwyraźniej lekko rozbawiona tym faktem, wykonała moje polecenie.
- Czyli na pewno wszystko wzięłyśmy? - spytałam
- Tak! pytasz się setny raz! Sprawdziłyśmy już wszystko z mojej listy, co oznacza zabranie tego co trzeba!! - powiedziała, najwyraźniej rozdrażniona tym faktem.
- Daj mi tą listę. - Powiedziałam wyrywając jej kawałek papieru z rąk. - Co?! Gdzie masz tego Pendrive'a?
Ty chyba nie uważasz, że... NIE!! NIE MA TAKIEJ OPCJI!! Nie, nie będę go słuchać!! - powiedziałam wyraźnie rozdrażniona.
Vick najważniej zaskoczona moim napadem złości, próbowała to ukryć pod złą miną.
- Pff... Nawet jednej piosenki nie zniesiesz? KOBIETO jedziesz na jego koncert!
I trafiła w sedno... Jestem idiotką, co ja wyprawiam, niech już sobie słucha tego idioty, którego IQ równa się zeru. Ja idę na jego koncert... I robię to tylko, żeby mieć to z głowy... Dla świętego spokoju.
- Okey.. Jedna piosenka, może być "Thought of you" , bo to jeszcze zniosę.
- Jesteś super!! - powiedziała dając mi szybkiego buziaka w policzek.
Mówią, że kobieta zmienną jest, ale to... wow... to się raczej nazywa "Uwaga!OKRES nadchodzę!!"...
Vick po jeszcze jednym, krótkim spojrzeniu na mnie włożyła Pendrive'a do USB. Po czym rozległa się melodia piosenki. Szybko włożyłam kluczyk do stacyjki, przekręciłam go i nie ostrożnie wyjechałam z podjazdu, próbując uciec od tej muzyki....
Podróż minęła całkiem, całkiem. Zjadłyśmy naszą ulubiona sałatkę, która robiłam na ostatnią chwile.
Spróbowałam trochę wyluzować, i było całkiem spoko. Miałyśmy taki Happy Car. Śpiewałyśmy razem do wszystkich piosenek, co prawda nie znałam do prawie żadnej tekstu, więc wymyślałam do niej moje własne słowa. Uważam, że nawet moje wykonania i fałsze były lepsze od Bieber'a.
- Okey, to chyba tu. - Powiedziałam podnosząc głowę na piękny 5 gwiazdkowy hotel ". Był cały biały, wyglądał bardzo nowocześnie, ale miał nutkę retro. Okna były bardzo duże, a większość zasłonięta białymi zasłonami, inaczej każdy by widział co się w danym pomieszczeniu dzieje.
- Wow. Twój ojciec się na serio postarał i jeszcze ten widok na rzekę... Wow. - wykrztusiłam.
- No racja. Nie źle to wygląda, ale lepiej znajdź jakieś miejsce parkingów. Tylko gdzieś w pobliżu, bo nie chce mi się tego wszystkiego nosić. Krążyłyśmy dobre 15 minute w kółko, aby jak najmniej oddalić się od hotelu, którego potem z pewnością nie znajdziemy.
- Tam!! - krzyknęła wskazując palcem na czarnego Jeep'a. - On wyjeżdża! Wjeżdżaj tam szybko!
Wcisnęłam gaz do dechy i w sekundzie znalazłam się za samochodem , który typował.
- Co za idiota! Nie umie nawet wyjechać, kręci się i kręci- powiedział poirytowana tym faktem.
Vick schyliła się nade mną i wcisneła klakson. Nawet nie chciałam jej powstrzymywać, bo sama miałam taki zamiar. Patrzyłam się na nią to na samochód. Chciałam coś powiedzieć, gdy zobaczyłam, że samochód gaśnie, zatrzymałam wzrok na nim. Od strony pasażera wysiadł jakiś goryl. Spojrzałyśmy się na siebie z Vick i zamarłyśmy. Facet wyglądał na 30 lat, był napakowany, i dosyć wysoki a przy tym także szczupły, włosy miał ciemne, chyba brązowe. Gdy zapukał w okno dopiero wtedy odzyskałyśmy przytomność.
- Czy mogłyby sie panie troszkę odsunąć w tył, bo kręcimy się tak od 3 minut próbując wyjechać. - powiedział poważnie patrząc mi w oczy. Zrozumiałam, że jeśli bym odmówiła źle by ze mną było.
- Tak, już przepraszam bardzo nie wyglądało to tak jakby pan wykręcał... -powiedziałam skierowując wzrok na samochód.
- Pani wybaczy ale to nie ja prowadziłem. Tym razem. - I odwrócił się w stronę samochodu.
Dopiero teraz zobaczyłam, że ma Bluetooth'a w uchu. On jest naprawdę gorylem!! Odwróciłam się do Vick aby ją poinformować o nagłym odkryciu. W tym czasie okno z czarnego Jeep'a opadło i osoba siedząca za kierownica krzyknęła do goryla.
- Mike, możemy już jechać?
Ochroniarz podniósł głowy i jej kiwnięciem nas pożegnał co odwzajemniłyśmy. Odarazu zmieniłam bieg i wycofałam samochód w tył. Osoba za kierownicą wystawiła ręke i dała nam znak, że już okey. Po czym opuściła całe okno aby widzieć jak tyłuje. I oczom nie mgłyśmy uwierzyć to był sam Justin Bieber! Viick spojrzała się na mnie, ale ja nie mogłam tego odwzajemnić, to było za trudne. Ledwo powstrzymałam śmiech. Justin BIEBER nie umie jeżdzić samochodem! O boże... Justin najwyrażniej zobaczył mine blondynki, która nie wiem kiedy wyjeła telefon i zaczeła nagrywać, uśmiechnął sie do niej jednym z tych swoich uśmieszków, na co ona prawie tam wyszła z siebie z radości. Obserwowałam Vick nawet nie zwracając uwagi na Gwiazde. Byłam w szoku, że tak malutki gest człowieka może tak wpłynąć na człowieka. Gdy odwróciłam się w stronę samochodu brunet wpatrywał się w mnie, chyba chciał zrobić z mną to samo co z Vick, tylko był jeden problem nie lubię go!! Gdy się do mnie uśmiechnął przewróciłam tylko oczami, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że nie jestem jedną z nich. Bieber najwyraźniej zdziwiony wycofał swój samochód, przy czym zwolnił miejsce parkingowe, gdzie ja mogłam spokojnie wjechać i zaparkować...
- Tak, już przepraszam bardzo nie wyglądało to tak jakby pan wykręcał... -powiedziałam skierowując wzrok na samochód.
- Pani wybaczy ale to nie ja prowadziłem. Tym razem. - I odwrócił się w stronę samochodu.
Dopiero teraz zobaczyłam, że ma Bluetooth'a w uchu. On jest naprawdę gorylem!! Odwróciłam się do Vick aby ją poinformować o nagłym odkryciu. W tym czasie okno z czarnego Jeep'a opadło i osoba siedząca za kierownica krzyknęła do goryla.
- Mike, możemy już jechać?
Ochroniarz podniósł głowy i jej kiwnięciem nas pożegnał co odwzajemniłyśmy. Odarazu zmieniłam bieg i wycofałam samochód w tył. Osoba za kierownicą wystawiła ręke i dała nam znak, że już okey. Po czym opuściła całe okno aby widzieć jak tyłuje. I oczom nie mgłyśmy uwierzyć to był sam Justin Bieber! Viick spojrzała się na mnie, ale ja nie mogłam tego odwzajemnić, to było za trudne. Ledwo powstrzymałam śmiech. Justin BIEBER nie umie jeżdzić samochodem! O boże... Justin najwyrażniej zobaczył mine blondynki, która nie wiem kiedy wyjeła telefon i zaczeła nagrywać, uśmiechnął sie do niej jednym z tych swoich uśmieszków, na co ona prawie tam wyszła z siebie z radości. Obserwowałam Vick nawet nie zwracając uwagi na Gwiazde. Byłam w szoku, że tak malutki gest człowieka może tak wpłynąć na człowieka. Gdy odwróciłam się w stronę samochodu brunet wpatrywał się w mnie, chyba chciał zrobić z mną to samo co z Vick, tylko był jeden problem nie lubię go!! Gdy się do mnie uśmiechnął przewróciłam tylko oczami, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że nie jestem jedną z nich. Bieber najwyraźniej zdziwiony wycofał swój samochód, przy czym zwolnił miejsce parkingowe, gdzie ja mogłam spokojnie wjechać i zaparkować...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)